czwartek, 14 marca 2013

Grota i Rodney.

      Lodowata noc zastała naszych bohaterów. Wszyscy trzęśli się z zimna poza Jarvanem IV oraz panem Steevartem. Szli tak i szli i nagle oczy Ahri zrobiły się żółte. Książę w porę to zauważył tak jak cała reszta ferajny.
-Ahri? Dlaczego twoje oczy się zrobiły żółte?- zapytała Rossalinda.
-Z głodu, z zimna...
-Może się gdzieś zatrzymamy? Oo tam jest taka grota. Możemy do niej iść i przetrwać tę noc.
-Dobry pomysł ale co wy na to sądzicie panowie?-zapytała Lisica oczami pełnymi blasku i słodyczy licząc na to, że to może jakoś nakłoni Jarvana oraz pana Ariana.
-Dobrze.- odparł w końcu książę.
      Wszyscy weszli do jaskini. Była nawet ciepła i przytulna, ale pomimo tego i ciepłego ogniska, które ich grzało coś było nie tak.Nikt nic nie podejrzewał poza oczywiście panem Arianem, którego od pewnego czasu nazywali po prostu Detektywem. Poderwał się nagle i krzyknął.
-Słyszeliście to?!- zapytał zdenerwowany.
-Nie, a mieliśmy coś słyszeć?-odpowiedziała i zapytała się panna  Rossalinda zwanej inaczej też Rose.
-No ryki NIEDŹWIEDZIA! One dobiegały tam bardziej z daleka.
-Ale czy ta jaskinia jest tak głęboka?
-Powinna być ale moim zdaniem trzeba to sprawdzić.
-Znowy będziemy chodzić? Dopiero co tu przyszliśmy, żeby ODPOCZĄĆ a nie CHODZIĆ i  WĘDROWAĆ!- zdenerwowała się Ahri.- Ale bardzo proszę panie Detektywie chodźmy i przekonajmy się. Tu nie ma niedźwiedzia.
Nagle zza placów pięknej Lisicy wyłonił się wielki biały misiek polarny. Zaryszał straszliwie i już chciał atakować, kiedy Ahri była pierwsza. Nie wiadomo czemu zaczął podchodzić do dziewczyny całkiem bezbronny. Lisica odwróciła się do pana Ariana z głupkowatym uśmieszkiem i powiedziała.
-Eee zwracam honor. tu jest niedźwiadek polarny.
-Hy-hy a widzisz!
-No już bez przesady on nas tu pozabija.
-Ale nas teraz nie atakuje.
-O kurczę to po nas teraz będzie. Taaa będzie teraz po nas!
-A po co tu przyszliście?!- zapytał nagle głos straszliwy. Ahri podskoczyła ze strachu, zapiszczała a jej oczy zrobiły się ponownie żółte i pełne blasku.
-A kim ty jesteś?
-Jestem jednym ze strażników Frejlordu. Nie idźcie dalej lepiej!
-Aha? A jak ci na imię? Ja jestem Ahri, ten taki żółty to nas książę Jarvasn IV, ten z wąsem to jest pan Arian, a ta blondynka z kapeluszem to jest panna Rossalina zwana inaczej Rose.
-Ja jestem Rodney.
-Interesujące imię. Powiedz mi znasz Volibeara? Takiego niedźwiedzia polarnego z takim ustrojstwem na całym ciele?- zapytała się dziewczyna.
-Hmm... Nie wiem po co wy to macie wiedzieć.- oznajmił Rodney obracając się.
-Znasz?
-Tak znam. Ale po co wy mnie o to pytacie?
-To my tu zadajemy pytania.-odpowiedziała panna Rose.
-To się może zmienić.
-Aha. No to może wiesz gdzie on teraz może być?
-Wyrusza w drogę do królestwa Królowej Ashe. Jest od niedawna jej strażnikiem. To wielki zaszczyt. Jest ich tylko trzech.
-Trzech?
-Tak. Ani więcej ani mniej. Tylko trzech.
-To bardzo ciekawe.- odpowiedziała senna Ahri. Oczy jej stały się niebieskie, błyszczące i pełne słodyczy. Były piękniejsze niż kiedykolwiek. Kir na nią patrzył a potem poleciał do panny Rose. Wszyscy byli senni łącznie z Rodneyem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz