Hmmm... Więc tak. Cztery osoba kontra całe plemię, które liczy ponad sto osób? Bardzo ciekawie. Bardzo ciekawie.
Ahri przygotowała już się do bitwy. Jarvan IV, pan Arian oraz Rossalinda tak samo. Pomimo tego, że Rose była tylko blondynką, była wspaniałym magiem. He-he ujawniła swoją tajemniczość, która tak zafascynowała członków tej jakże Brygady. Wróbel już szykował swoje malutkie skrzydełka do ataku. Ciekawe jak to z tym wyjdzie?
Lisica wypuściła swoją potężną Zwodniczą Kulę, ale tak, że nie tknęła ona nawet małej i tajemniczej dziewczynki. Jarvan zaryzykował i już rzucił swym oszczepem, przybliżył się do plemienia i głośno zawołał "DEMACIAA". Brunetka wykorzystując panującą tam sytuację posłała całusa w stronę mężczyzny, który stał na przeciw jej. Jak się okazało był to przywódca plemienia Fedie (nie Hestiem nie Feeduj) i miał na swoim celu zabicie Lisicy. Ale co ona mu zrobiła? Zabić Jarvana, detektywa, ją samą i niewinną blondynkę. Dziewczyna wypuściła trzy kule esencji, które tknęły, że tak powiem króla tego plemienia i jeszcze innych ludzi. Za każdym razem okrążając go wypuszczała małe "płomyczki esencji".
Walka pomiędzy nimi była zacięta. Ale jak radziła sobie panna Rose? Hmm... Miała na celu pewną kobietę (szamanki). Byłą dla niej godną przeciwniczką. Obie walczyły bardzo dobrze. Panna Rose chowała swoją różdżkę w... swoim bucie. Oczywiście przygotowała się na wyprawę do krainy, gdzie panuje wieczna zima.
Kiedy szamanka upadła na ziemię blondynka podeszła do Lisicy. Ahri była mocno wyczerpana. Rossalinda wyjęła obie ręce i powiedziała.
-Niech moc tej ziemi uzdrowi tę dziewczyną.
-Dziękuję. Błagam cię. Bądź w pogotowi na wszelki wypadek.- powiedziała z uśmiechem Ahri.
-Zgoda, przyjaciółko.- odparła przyjaźnie panna.
-On już jest mocno wykończony i wiem, że zaraz upadnie.
-Chcesz go zabić?
-A mam inne wyjście? Jeszcze raz go trafię Zwodniczą Kulą i wyssę z niego esencję.
-Niech i tak będzie.
Momentalnie oczy Ahri zmieniły swój kolor. Stały się żółte, pełne zapału i słodyczy. Dziewczyna wstała i podeszła do wodza. Mężczyzna w ciągu dwóch sekund upadł na ziemię nieprzytomny. Ahri zamknęła oczy i uśmiechnęła się. Kiedy je otwarła stanęły się błękitne i wiedziała, że musiała tym razem zabić bez poczucia winy. W tym momencie podeszła do niej mała dziewczynka. Fioletowe oczy skrywały pewną tajemnicą. Dziecko powiedziało do niej.
-Zabiłaś go tak? Powiedz, że tak.
-Ja... Tak zabiłam go.
-Dziękuję- powiedziała dziewczynka przytulając się do Lisicy.- No bo on mi kazał walczyć. Musiałam zabijać takie małe i duże zwierzątka. A ja płakałam kiedy je widziałam.
-Już spokojnie nic już więcej nie będziesz musiała zabijać. - uśmiechnęła się Ahri/
-Super!- wykrzyczała dziewczynka.
-Jak masz na imię?
-Felicja.
-Felicja. Piękne imię. Ja jestem Ahri. Miło mi.
I nagle koło Lisicy przeleciała strzała. Brunetce stanęły uczy jak u wilka kiedy nasłuchuje, a jej oczy zrobiły się ponownie żółte, ale tym razem z przerażenia. Wstała i obróciła się. Wszyscy byli zaskoczeni. Patrzyli na postać w kapturze i i łukiem w ręku z przygotowaną do strzału strzałą.
-Co się tu dzieje?- powiedziała kobieta zdejmując kaptur. To co zobaczyli ich zaszokowało. Nie możliwe było, żeby ta błękitnooka kobieta przybyła tu aż z zamku.
-Przecież ty jesteś...- powiedziała Ahri.
-Ashe?
-...Ashe! Ale...
-Spokojnie nic się nie dzieje. No prawie, bo widzę przed sobą trupy.
-My to wyjaśnimy.
-No ja myślę.- powiedziała Lodowa Łuczniczka.
Plemię Fedie oraz Ahri, Jarvan, Arian, i pani Handerson patrzyli na nią i nie wiedzieli co mają powiedzieć.
-No? Doczekam się w końcu?
Ooo... Dzięki za wytłumaczenie, ale i tak ich na feedowali
OdpowiedzUsuńxD
OdpowiedzUsuń