Felicja przypominała Lux w młodości. Miała ona piękną burzę blond włosów, które połyskiwały w świetle słońca. Usta miała delikatne i różowe jak najpiękniejszy kwiat róży, a gdy się uśmiechała miała piękne dołeczki. Różnice były tylko dwie. "Młodsza wersja Lux" miała piękne fioletowe oczy. Miały one kolor taki jakby ametyst dać pod słońce. Były dokładnie tak samo fioletowe. Jej twarz, w przeciwieństwie do Pani Jasności, była delikatnie okrągła. Wszystko do siebie pasowało a Felicja była na prawdę piękną i bystrą małą siedmioletnią ba, za chwile ośmioletnią dziewczynką.
Gdy dotarli do domu Ahri, dziewczynka siedziała na dworze. Przez pół godziny patrzyła na oschnięty kwiat dzikiej róży. Krzew po pożarze był okropnie brzydki. Felicja wpatrywała się w niego cały czas bez przerwy. Temu wszystkiemu przyglądała się panna Rose Handerson. Bacznie obserwowała każdy ruch prawie ośmiolatki. Dziewczynka w końcu zamknęła oczy. Czuła jak rozpiera ją jakaś magia. czuła się wspaniale i czuła się tak od kiedy poczuła pod swoimi stopami zieloną, letnią i pachnącą trawę. Gdy weszła na tereny Ionii poczuła się jak w raju. Znalazła swoje miejsce na świecie.
W końcu otworzyła oczy i wysunęła rękę do przodu. Mamrotała coś pod nosem. sama jednak nie wiedziała co mówi. Nigdy się tak nie czuła. Czuła jakąś energię, gdy nagle krzew zaczął rosnąć. Zapuścił korzeń w mgnieniu oka. Potem zaczęły rosnąć piękne zielone liście, a na czubku gałęzi widać było piękne różowe pąki. Felicja zacisnęła rękę w piąstkę i powiedziała: VIKTORIA. Imię Wiktoria oznaczało zwycięstwo. Jej matka zawsze mówiła to imię ilekroć udało się jej coś zrobić.
Do dziewczynki podeszła Rossalida.
-Dziecko! Coś ty zrobiła?- zapytała zdziwiona.
-Nie wiem- odparła z uśmiechem.- Samo tak wyszło uwierz mi! To stało się tak nagle! Nigdy w życiu nie robiłam tak nich mi pani... znaczy niech mi panienka Rose uwierzy!
-Nie. Panienką to ty jesteś. Ja jestem panną albo, jak już mówiłaś, panią. Mówi po prostu Rose.
-Ach Rose! Takie piękne ma panna imię! Na prawdę! Jak to pięknie brzmi. Wiesz Rose? Nigdy wcześniej w całym moim życiu nie widziałam kwiatów. Nigdy! Na prawdę. Urodziłam się przecież w skutym lodem Frejlordzie. Wiesz chyba o ty? Gdybym się tutaj urodziła, byłabym najszczęśliwszą dziewczynką na caaałym tym marnym, co ja wygaduje? na całym tym wspaniałym i pięknym świecie. Ach panno Rossalino. Nigdy się tak nie czułam. O! Tam jest zdeptany kwiatuszek! Już go uzdrowię! Nie martw się tym moje słonko. Ach jaka piękna stokrotka. Jak się teraz czujesz? Lepiej? Ach! Viktoria! Przepraszam, czy ja czasem za dużo nie mówię? To przez to, że za dużo czasu spędzam z Lux a za mało z wami. Czy pani nie przeszkadza, że tak dużo mówię? No cóż za dużo czasu z tą zwariowaną czarodziejką.
-Wcale mi to ni przeszkadza, że tak dużo gadasz. Moja droga! Ty nawijasz jak katarynka! Ale mi się to nawet podoba wiesz?- odpowiedziała jej z uroczym na twarzy uśmiechem.
-No przecież wiem! Mama mi mówiła, że to nie szkodzi, że tak gadam, gadam i gadam. Podobno jest w tym jakiś hmm... Moja mama mówiła, że jest w nim jakiś urok, że to się nigdy nikomu nie nudzi!
-Posłuchaj kochanie. Porozmawiajmy o tym, co przed chwilą zobaczyłam.
-A co panna Rose zauważyła?
-Mianowicie to, co zrobiłaś. Jak ten biedny kwiat stokrotki, cały zdeptany i brzydki, stał się piękniejszy niż wcześniej.
-Hmm... No tak możemy o to pomówić. Widzę w pani moją nową przyjaciółkę.
-To się cieszę, ale nie zmieniaj tematu, którego nawet nie zaczęłyśmy.
-No dobrze- zgodziła się Felicja.
-Jak to się stało? Ty tylko tak zwyczajnie wysunęłaś rękę pomruczałaś coś pod nosem i wykrzyczałaś jakieś imię! Jakie to było? Weronika?
-Nie prze pani. To imię brzmi: Viktoria. Victoria dla tego, że to imię oznacza zwycięstwo! Nie wiedziała pani?
-A no fakt. Mniejsza o to. Dziecko moje kochane na miłość boską ty masz wielki dar! Na prawdę. Hmm... Widzisz to? Ten krzew jest cały suchy. To jest chyba już ostatni. Większość wygląda całkiem nieźle po tym, co tu się stało.
-A co tu się stało?- zapytała się zaciekawiona dziewczynka patrząc na mrowisko i biorąc małą mrówkę na rękę. Ta łaziła jej po całej dłoni.- Owszem maleńka już cię postawiam.
-Felicja? Czy ty rozmawiasz z mrówką?
-Tak panno Rose. Ona mi powiedziała, żebym ją położyła na ziemi. Ona chciała iść do swojej rodziny.
-Hmm... Interesujące. Ale widzisz ten krzew dzikiej róży?
-Tak. Och jaki biedak- dziewczynka wysunęła rękę przed siebie i zrobiła to samo co z pierwszą tego typu, uschniętą rośliną.- O! Proszę! Znowu jesteś piękny! Victoria!
-Ty jesteś małą czarodziejką z tego co tu właśnie zobaczyłam na własne oczy. Fakty mówią same za siebie moja droga Felicjo. Rozmawiasz ze zwierzętami, które mówić nie potrafią; uzdrawiasz rośliny i Bóg wie co jeszcze!
*
W tym czasie, kiedy Felicja rozmawiała z panną Rose, Brygada oraz Lux siedzieli przy pięknym, okrągłym, dębowym stole w domu Ahri. Widać fioleto-oka dziewczynka za dużo spędzała czasu z tą zwariowaną blondynką, którą jest Luxanna.
-Ach! Mamy piękny dzień dzisiaj- powiedziała Lux całkowicie zmieniając temat.- Nie wiedziałam Ahri, że twój dom jest taki piękny. A co dopiero ten las! I ten staw! No nie ma co! Pamiętam jak byłam mała. Miałam w tedy, no nie wiem z sześć lat? Chodziłam z Jarvanem nad takie piękne krystaliczne jezioro. Świetnie bawiłam się tam razem z księciem Demacii. Graliśmy w berka, chowanego i on praktycznie cały czas spychał mnie do wody. Dobrze, że chociaż jezioro było wielkie, było także płytkie. Mama mi mówiła, że to jezioro powstało z myślą o dzieciach. Wykopano je i zalano wodą. Ja nie wieże, żeby tak było. Ja nie wiem jak to jest w ogóle możliwe, że to jezioro było płytkie. Zwykle są one przecież głębokie prawda Jarvanie IV?
-Owszem Luxanno.
-No dobrze uspokój się. Ach! Wiecie, że ja z naszym księciuniem znamy się od urodzenia? A jak ja miałam dwa latka a on w tedy cztery to mnie pocałował! mam od tamtej pory na niego haka! Chodziliśmy razem przez jakąś, czy ja wiem? Godzinkę?
Ahri próbowała powstrzymać się od śmiechu. Z resztą tak jak wszyscy, oprócz "księciunia". Siedział zawstydzony ale powiedział z lekkim zawahaniem "Tak to prawda, ale byłem w tedy mały i głupi."
-Tak fakt- odparła Lux.- Ale głupi to ty jesteś nadal.- Wszyscy doskonale się bawili. Jarvan w końcu też zaczął się śmiać.
-Chcecie herbatki z konfiturą?- zapytała w końcu Ahri.- Dosyć tych pogaduszek. Nie przyszliśmy do Ionii, żeby się na nowo zabawiać. Mamy pewną sprawę do rozwiązania. Czy tylko ja o tym pamiętam? Chcę, aby to zostało wyjaśnione. Chyba nie na darmo szłam aż do Frejlordu prawda?
-Prawda. W istocie- zgodził się z Lisicą detektyw Arian.
-No to musimy ją rozwiązać. Mam podejrzenia co do Evelynn. A wy? Chyba tylko ona była by do tego zdolna! Tak na pewno ona! Ale problem jest jeden. Ona jest niewidzialna i zapewne jest na sąsiedniej wyspie, która należy do Ionii. Jest cała porośnięta drzewami i nazywa się "Wyspa Straty". Wiele osób tam popłynęło i nie wróciło. Dlatego się nazywa wyspa straty. Co tam się znajdzie już tam nie wróci, ale ja jestem gotowa się tam udać.
-Ahri! Czy ty aż tak chcesz ryzykować spotkania się z Evelynn? Opanuj się Łasico!- powiedziała zdziwiona Luxanna, a wszyscy oniemieli.
-Łasico? Jestem Lisicą- powiedziała Ahri próbując powstrzymać się od śmiechu. Niestety na darmo.
-Wiedziałam, że to coś z ogonem i sierścią! Ja kawki poproszę.
-Lux. Po kawie będziesz bardziej roztrzepana niż jesteś teraz. Co najwyżej herbaty a kawę mam tylko zbożową. Herbata z konfiturą malinową czy porzeczkową?
-Z cytrynową znaczy z malinową i cytrynką jeśli łaska.
-Oczywiście, oczywiście.
Luxanna wypiła herbatę z konfiturą. Bardzo jej zasmakowała.
Nagle drzwi się otworzyły. Do domy weszła Felicja z uśmiechem na twarzy. Pobiegła do jadalni. Zobaczyła tam, że wszyscy rozmawiają ze sobą. Podbiegła do Ahri i przytuliła ją. Powiedziała do niej.
-Chodź na dwór! Coś ci pokarzę!
To co Ahri zobaczyła na dworze zupełnie ją zaskoczyło. Wszystko było piękne. Trawa bardziej zieleńsza i pachnąca. W powietrzu unosił się słodki zapach niezapominajek, stokrotek, róży dzikiej i zwykłej. Wszystko miało mocniejszą barwę i wyglądało to jak w raju. Dziewczynka wszystko zrobiła sama. Ogród Lisicy był wcześniej szary, smutny i markotny, a teraz? Teraz rozkwitł i zaczął na nowo żyć. W jej pięknym ogrodzie zobaczyła coś czego nigdy tam nie było. Wyrosły tam momentalnie brzozy, a pod nimi były piękne fioletowe wrzosy. Lisicy pojawiły się łzy w oczach. Przytuliła Felicję i powiedziała jej jedno słowo: Dziękuję. Podziękowanie Felicji za jej trud jaki włożyła w to było dla niej ważniejsze od wszystkiego. Nareszcie ktoś ją docenił.
-Felicjo! Ty to sama zrobiłaś?- zapytała się Ahri ze łzami spływającymi jej po policzku.
-Tak. Poczułam jak rozpiera mnie jakaś energia i zaczęłam to robić. Upss! Tam jest kolejny podeptany kwiatek! Że też musiałam go pominąć. Vicoria! Nie pytaj lepiej mnie dlaczego akurat to imię. Nie chce mi się tego kolejny raz tłumaczyć.
________________________________________________________
Wpadłam na pomysł, żeby bardziej przedstawić wam tą całą Felicję :). Mam nadzieję, że notka się podoba.
-Ach! Mamy piękny dzień dzisiaj- powiedziała Lux całkowicie zmieniając temat.- Nie wiedziałam Ahri, że twój dom jest taki piękny. A co dopiero ten las! I ten staw! No nie ma co! Pamiętam jak byłam mała. Miałam w tedy, no nie wiem z sześć lat? Chodziłam z Jarvanem nad takie piękne krystaliczne jezioro. Świetnie bawiłam się tam razem z księciem Demacii. Graliśmy w berka, chowanego i on praktycznie cały czas spychał mnie do wody. Dobrze, że chociaż jezioro było wielkie, było także płytkie. Mama mi mówiła, że to jezioro powstało z myślą o dzieciach. Wykopano je i zalano wodą. Ja nie wieże, żeby tak było. Ja nie wiem jak to jest w ogóle możliwe, że to jezioro było płytkie. Zwykle są one przecież głębokie prawda Jarvanie IV?
-Owszem Luxanno.
-No dobrze uspokój się. Ach! Wiecie, że ja z naszym księciuniem znamy się od urodzenia? A jak ja miałam dwa latka a on w tedy cztery to mnie pocałował! mam od tamtej pory na niego haka! Chodziliśmy razem przez jakąś, czy ja wiem? Godzinkę?
Ahri próbowała powstrzymać się od śmiechu. Z resztą tak jak wszyscy, oprócz "księciunia". Siedział zawstydzony ale powiedział z lekkim zawahaniem "Tak to prawda, ale byłem w tedy mały i głupi."
-Tak fakt- odparła Lux.- Ale głupi to ty jesteś nadal.- Wszyscy doskonale się bawili. Jarvan w końcu też zaczął się śmiać.
-Chcecie herbatki z konfiturą?- zapytała w końcu Ahri.- Dosyć tych pogaduszek. Nie przyszliśmy do Ionii, żeby się na nowo zabawiać. Mamy pewną sprawę do rozwiązania. Czy tylko ja o tym pamiętam? Chcę, aby to zostało wyjaśnione. Chyba nie na darmo szłam aż do Frejlordu prawda?
-Prawda. W istocie- zgodził się z Lisicą detektyw Arian.
-No to musimy ją rozwiązać. Mam podejrzenia co do Evelynn. A wy? Chyba tylko ona była by do tego zdolna! Tak na pewno ona! Ale problem jest jeden. Ona jest niewidzialna i zapewne jest na sąsiedniej wyspie, która należy do Ionii. Jest cała porośnięta drzewami i nazywa się "Wyspa Straty". Wiele osób tam popłynęło i nie wróciło. Dlatego się nazywa wyspa straty. Co tam się znajdzie już tam nie wróci, ale ja jestem gotowa się tam udać.
-Ahri! Czy ty aż tak chcesz ryzykować spotkania się z Evelynn? Opanuj się Łasico!- powiedziała zdziwiona Luxanna, a wszyscy oniemieli.
-Łasico? Jestem Lisicą- powiedziała Ahri próbując powstrzymać się od śmiechu. Niestety na darmo.
-Wiedziałam, że to coś z ogonem i sierścią! Ja kawki poproszę.
-Lux. Po kawie będziesz bardziej roztrzepana niż jesteś teraz. Co najwyżej herbaty a kawę mam tylko zbożową. Herbata z konfiturą malinową czy porzeczkową?
-Z cytrynową znaczy z malinową i cytrynką jeśli łaska.
-Oczywiście, oczywiście.
Luxanna wypiła herbatę z konfiturą. Bardzo jej zasmakowała.
Nagle drzwi się otworzyły. Do domy weszła Felicja z uśmiechem na twarzy. Pobiegła do jadalni. Zobaczyła tam, że wszyscy rozmawiają ze sobą. Podbiegła do Ahri i przytuliła ją. Powiedziała do niej.
-Chodź na dwór! Coś ci pokarzę!
To co Ahri zobaczyła na dworze zupełnie ją zaskoczyło. Wszystko było piękne. Trawa bardziej zieleńsza i pachnąca. W powietrzu unosił się słodki zapach niezapominajek, stokrotek, róży dzikiej i zwykłej. Wszystko miało mocniejszą barwę i wyglądało to jak w raju. Dziewczynka wszystko zrobiła sama. Ogród Lisicy był wcześniej szary, smutny i markotny, a teraz? Teraz rozkwitł i zaczął na nowo żyć. W jej pięknym ogrodzie zobaczyła coś czego nigdy tam nie było. Wyrosły tam momentalnie brzozy, a pod nimi były piękne fioletowe wrzosy. Lisicy pojawiły się łzy w oczach. Przytuliła Felicję i powiedziała jej jedno słowo: Dziękuję. Podziękowanie Felicji za jej trud jaki włożyła w to było dla niej ważniejsze od wszystkiego. Nareszcie ktoś ją docenił.
-Felicjo! Ty to sama zrobiłaś?- zapytała się Ahri ze łzami spływającymi jej po policzku.
-Tak. Poczułam jak rozpiera mnie jakaś energia i zaczęłam to robić. Upss! Tam jest kolejny podeptany kwiatek! Że też musiałam go pominąć. Vicoria! Nie pytaj lepiej mnie dlaczego akurat to imię. Nie chce mi się tego kolejny raz tłumaczyć.
________________________________________________________
Wpadłam na pomysł, żeby bardziej przedstawić wam tą całą Felicję :). Mam nadzieję, że notka się podoba.
Ewa chyba zrobiłaś literówkę w 5 akapicie w 4 , 9 i 25 wersie kiedy Felicja rozmawia z Rose, a według mnie cała notatka jest fajna. :)
OdpowiedzUsuńE tam po tych majcach czterech :D
OdpowiedzUsuńTak, ja ci wybaczam te wszystkie grzechy ;D
UsuńTo się cieszę ;)
OdpowiedzUsuńNie wiem czemu, ale Felicja cały czas kojarzy mi się z Annie :P
OdpowiedzUsuń