Wszyscy poszli do miejsca zbrodni. Żona poety pokazała, gdzie znaleziono ciało jej męża. Ahri nie wiedziała co ma robić. Chciała udowodnić wszystkim, że się mylą. Że to nie ona zabiła człowieka. Już nie chciała zabijać i tego nie roniła. Usiadła na pniaku i zaczęła myśleć. Powiedziała do Jarvana.
-Idę do mojego domu. Muszę coś zobaczyć. Nie byłam tam od wczoraj i chcę widzieć na własne oczy czy moi przyjaciele jeszcze tam są.
-Dobrze więc.
Lisica pobiegła co sił w swoich nogach. Pobiegła do niedźwiedzia, którego tak skrzywdzono. Mieszkał w norce bardzo przytulnej. Miał dużo miodu w piwnicy i z chęcią mu dawało satysfakcje, że jest szczęśliwy. Misiek miał na imię Bill. Ucieszył się gdy przyszła do niego Ahri, żeby zobaczyć jak się czuję. Podbiegła do niego. Zapytała się go.
-Jak się czujesz?
-Dobrze. Mam dla ciebie pewną informację. No wiesz.... W sprawie zabójstwa tego człowieka.
-Na prawdę? Powiesz mi?
-Tobie? Nie, nie powiem. Oczywiście, że tak.
-Więc o co chodzi?
-A o to, że mój brat tutaj był i wyruszył do swojego domu wczoraj. Do Frejlordu.
-Frejlordu? A jak się twój brat nazywa.
-Volibear.
-Ach tak Voli... Ale po co mi to mówisz?
-No bo kiedy wyruszał z powrotem do swojej śnieżnej... hmm nory ? Tak nory, no to widział dwóch ludzi. Jeden trzymał nóż w ręku a drugi siedział nieprzytomny koło pnia. Był zakrwawiony. brat wrócił i mi opowiedział co tam się stało, ale nie widział sprawcy ale mi się wydaje, że coś kręci bo zaczynał łapczywie zjadać mój miodek. Zajada tak, gdy się denerwuje.
-Hmm... bardzo to wszytko ciekawe. Może uda nam się go dogonić?
-Uda się. On wyszedł wczoraj i zapewne ma odpoczynki. Ta jego zbroja jest ciężka no ale nic. Powodzenia w szukaniu Pani!
Ahri czym prędzej pobiegła do Jarvana, Pani Handerson i do Ariana Steevena. Biegła szybko i zanim zdążyła coś z siebie wydusić minęło a ja wiem? Z pięć minut? Mniejsza o to. Podeszła do całej trójki z oczami pełnymi blasku. Wzięła się w garść i powiedziała o całej rozmowie z poturbowanym niedźwiedziem Billem, o Volibearze i o tym, że on wiedział co się stało w tą katastrofalną noc. Ciekawa jestem bardzo kto mógł to zrobić. Jarvan podszedł do Lisicy i powiedział jej, żeby powiedziała wszystko jeszcze raz. Chciał to wszystko bardzo uważnie rozważyć. Wszyscy zaczęli intensywnie myśleć. Pan Arian był z zawodu detektywem i bardzo lubił rozwiązywać zagadki. Zwykle rozwiązywał je na własną rękę, ale w tym momencie na pewno potrzebował pomocy. No bo jak? Czy wypada tak oskarżać niewinną pół lisicę a pół piękną i delikatną dziewczynę? Jak dobrze wiemy, Ahri nie chce już zabijać ale chce pomagać zwierzętom. Ale ona wie, że ma ciężko w życiu.
_______________________________________________________________________________
Ten rozdział dedykuję oczywiście:
Hestia2000- Nie dlatego, że żadna z nas nie wygrała zakładu :D. Gdziee tam :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz