piątek, 12 kwietnia 2013

On jednak żyje cz.2

Notka dedykowana pierwszym trzem osobą, które "wejdą w tę notką :)"
Domyślam się kto wejdzie pierwszy ;)
___________________________________________________________
      Następnego dnia o szóstej rano wszyscy już byli na nogach. Oprócz Ahri i małej dziewczynki. Nie spały całą noc i rozmawiały o całej sprawie. Jaką tajemnicę skrywa dziewczynka? To pytanie dręczyło nie tylko Lisicę ale też Jarvana. "Nie dość, że mam tyle kłopotów to jeszcze ten tajemniczy "on". Ale o kogo jej chodzi?"
-Felicjo! Powiesz mi, co to za mężczyzna?
-Ty go zabiłaś. Na moich oczach.
-Czyli...
-Mój tata.
-O mój boże. Czemu od razu nie mówiłaś, że to twój ojciec?
-No bo ja się wstydziłam. Mój tata zrobił tyle złego mnie, mojej mamie i całej wiosce- powiedziała dziewczynka a łzy leciały jej z jej zaczerwienionych wciąż oczu.- Ja go słyszałam jak spałam przedwczoraj. Ja go słyszałam. I nie podobało mi się to wiesz? Ty jesteś miła i wiem, że mi pomożesz, więc do ciebie przyszłam. Nie podoba wam się to, że tu przyszłam?- zapytała się dziewczynka.
-Nie przeszkadzasz a nawet wręcz przeciwnie. Ja się cieszę, że tu jesteś. Ale musisz mi wszystko powiedzieć. Co mówił ci twój ojciec.
-Mówił mi we śnie, że jestem już bezpieczna i on mnie zabierze stąd do lepszego miejsca. Nie będzie mnie tu na tym świecie. Tak mi on powiedział. A ja się boję!
-Jestem z tobą. Nie musisz się bać- powiedziała Ahri i przytuliła siedmiolatkę.
*
      Matka Felicji siedziała w tym samym miejscu, gdy rozmawiała z córką. Okolica była raczej dość ponura.  Przychodziły tam najczęściej osoby, które chcą pokrzyczeć z wściekłości, popłakać i inne tego typu sprawy. Nikt nie przychodził w to miejsce aby cieszyć się dniem, sukcesem itd. Plemię to miejsce nazywało "Kątem Smutku". Mieli też inne podobne miejsca ale o tym nie będę mówić.
      Szczupła kobieta wyjęła z kieszeni drewniany naszyjnik. Odgarnęła rude włosy i zaczęła płakać. Na drewnianym medaliku widniał napis "Felicja, twoja córeczka". Otworzyła okrągły medalik a tam znajdował się obrazek z rudowłosą, uśmiechniętą kobietą.
      Do kobiety podszedł mały chłopiec.
-Co pani tu robi? Gdzie jest Felicja?- zapytał zaciekawiony.
-Myślę, a Felicja jest teraz gdzieś indziej- odparła ocierając łzy tak, żeby chłopczyk tego nie widział.
-Dlaczego pani płacze pani Stephanie?
-Nie ważne. Zmykaj do innych dzieci co?- zapytała z uśmiechem na twarzy. Matka Felicji lubiła tego chłopca ale nie chciała teraz jego towarzystwa.
*
      Wieczorem wszyscy (łącznie z dziewczynką) byli już daleko od domu niedźwiedzia Rodneya. Jarvan podszedł do Ahri. 
-Dlaczego ta mała jest tu z nami?  Jeszcze jej się coś stanie. 
-Tak gdzie by była teraz też by się jej coś stało.
-Co ty wygadujesz?
-Mówię ci jak jest.
-No ale wytłumacz mi to może?- zapytał się Lisicy coraz bardziej zły Jarvan IV.
-Gdzie ty byłeś, kiedy o tym rozmawialiśmy? Wszyscy rozmawiali z Felicją a ty?- powiedziała z głosem nie miłym jak kiedyś, ale głosem wściekłym. Książę bardzo ją zdenerwował.
-To nie jest moja sprawa.
-Nie twoja? Jakim ty jesteś księciem Jarvanie? Ja zabijałam a pomagam nie widzisz? A ty chyba w ogóle nie pomagasz. Ty nie masz sumienia czy jak?
 -Ty mnie nie znasz!
-A ty mnie niby znasz?
Jarvan zaniemówił.
-No właśnie.
      Nagle granatowe niebo ogarnęła ciemność. Nie taka jak w nocy, ale jeszcze gorsza. Rozpętała się burza w mgnieniu oka. Niektóre drzewa zaczęły się palić a na niebie pokazał się mężczyzna z mieczem oraz z  czerwonymi oczami. 
-Dzień dobry- powiedział.- Wróciłem.
I zaśmiał się szyderczo. 

2 komentarze: