środa, 17 kwietnia 2013

On jednak żyje cz.3 Definitywny koniec.

      Niebo robiło  się coraz bardziej czarne i ciemne. Nie było widać gwiazd, księżyca. Tylko same czarne chmury i błękitne lub żółte błyski burzy były na niebie widoczne. Niezbyt miło to się zapowiadało. Siedmioletnia dziewczyna przytulała Rossalida'e, a ona zaś przykryła usta złożonymi dłońmi. Duch na niebie wydawał się być coraz bliżej a Lisica z odwagą do niego podchodziła. Nie bała się go, ponieważ ona już wcześniej go pokonała. 
-Pokonałam cię raz, pokonam i drugi!- krzyknęła, gdy spojrzała w straszne, czerwony oczy ducha (?).
-Nie byłbym tego taki pewien. Ja wiem, że już mnie pokonałaś. Teraz jestem silniejszy, większy, straszniejszy. Przewracałem się w grobie, żeby ciebie znowu zobaczyć moja droga. Zemsta będzie słodka. Jak trochę jak oczy kota ze Shreka wiesz? 
-Nie boję się ciebie. Ale wiesz, że tu jest Felicja? 
-Naturalnie, że wiem. Ona dołączy do mnie prawa skarbie?
-Tak tato- powiedziała dziewczynka podchodząc do ojca. Wyglądała jak zahipnotyzowana i faktycznie była.
-Felicja! Dlaczego?!
-Już do ciebie więcej nie podejdzie. Córcia to twoje zdaje mi się prawda?
-Tak tatusiu. Mój mieczyk-  mówiła  dziewczynka. Myślała co innego a mówiła to co tu własnie widać. 
      Ahri podeszła jeszcze bardziej do ducha. Ten "zszedł z nieba" i stanął z nią oko w oko. Cała ekipa podeszła do ducha ale Lisica powiedziała im, żeby się wycofali.
-Jesteś pewna? - zapytał Jarvan ze smutkiem w oczach.
-Jestem dużą dziewczynką. Dam sobie radę.
-A jeśli nie?
-To będę gdzieś indziej prawda? Pomyśl logicznie Jarvanie IV- powiedziała uśmiechając się do niego. Książę Demacii odwzajemnił jej uśmiech i podszedł do detektywa. 
-Rose! Jak coś to mi pomóż. 
-Dobrze zrobię co w mojej mocy!
      Ahri uśmiechając się do ducha zapytała się go, jak się nazywa.
-Hank a co?
-Zobacz tam!
-Hę?- i obejrzał się za siebie. Zaczął potem podchodzić to Lisicy zupełnie bezbronnie. Nie wiedział co się dzieje. Postanowił walczyć i zaatakował Lisicę. Ta z raną od miecza na ramieniu wysłała "na zwiady" Zwodniczą Kulę i uzdrowiła swoje ramię. Hank czuł się  coraz bardziej zmęczony. Ahri wysysała powoli z niego całą jego esencję. Kiedy był na niebie był duchem, a teraz jest znowu człowiekiem.  
      Koło Lisicy pokazały się trzy ognie esencji i pomknęły w stronę przeciwnika. Mężczyzna wziął miecz w dłoń i zadecydował, że teraz będzie jego ruch. uderzył nią kilka razy tępym mieczem a ona upadła. Podbiegła do niej Rose i uzdrowiła ją, tak jak to było w tedy, kiedy walczyła z nim po raz pierwszy. Ahri powtórzyła swoje zabójcze kombo. Na koniec pomknęła Widmową Szarżą do przodu zadając bardzo poważne obrażenia. Ale on nie upadła tak jak w tedy. Wstał i był rozwścieczony. Podszedł to lisicy i zapytał się jej:
- Nie pokonasz mnie tym razem. 
      Nagle niebo zrobiło się błękitne. Nikt nie wiedział co się dzieje. Najpierw w mgnieniu oka stała się straszna, przerażająca wręcz ciemność  teraz piękne błękitne niebo. Było bezchmurne a na samym jego szycie była piękna,  żółto- pomarańczowa gwiazda. Wyglądała jak żółtko od  jajka lub jak środek od stokrotki. Wszyscy obejrzeli się za siebie a tam była widoczna drobna kobietka. Była blondynką o niebieskich oczach. Zdjęła płaszcz i celując w Hanka zawołała głośno: DEMACJA.
Mężczyzna upadł na ziemię i próbował wstać ostatkiem swoich sił. Ahri posłała Zwodniczą Kulę i mężczyzna już nie żył. Mała dziewczyna podeszła do Ahri a Ahri wcześniej podeszła do blondynki, która sprawiła, że stało się na niebie jasno. 
-Lux? -zapytał się jej Jarvan.
-Tak.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz