Ahri rozmawiała z Jarvanem IV na temat zamordowania poety. Długo tak gadali, ale przerwano im, kiedy do sali w której siedzieli, wszedł pewien troszkę stary mężczyzna. Miał szarą brodę, brązowe oczy. Miał jakieś pięćdziesiąt lat. Podszedł do Lisicy i powiedział:
-Proszę, proszę. Panna Ahri. Więc to prawda. Jesteś piękna niczym kwiat lotosu.Tak, tak. Mówicie o przestępstwie? Przepraszam ale wszystko słyszałem. Pomogę wam w hmm... dochodzeniu? To będzie wielka przyjemność.
-Dobrze- odpowiedział Jarvan.- To ja też się zaangażuję w tą sprawę. Pamiętaj dziewczyno! My ci wierzymy i przemówię tym ludziom do rozsądku.
-Ja.. Dzięki.
Ahri, Jarvan IV, i pan... jak mu am było? Zapomniałam powiedzieć wam, że nazywa się Arian Steevart. Cała trójka wyszła z pałacu. Kierowali się do domu pana Handersona do jego żony. Kiedy tam doszli zauważyli ją na ławce płaczącą. Ahri nie dziwiła się dlaczego płacze nie dawno straciła ukochanego. Drobna i piękna kobieta miała na sobie fioletowy kapelusz oraz letnią sukienkę w tym samym ślicznym kolorze. Długowłosa blondynka szybko zdążyła się zorientować, że idą do niej goście. Zaniepokoiło ją to, że idzie z nimi Lisica o dziewięciu ogonach. Wstała, otarła swoje oczy i podeszła z zaniepokojeniem. Powiedziała:
-Po coś ty tu przyszła morderczyni?- zapytała pani Hanserson.
-Po to, aby wyjaśnić kilka spraw.
- A jakich?
Po pierwsze ja tego nie zrobiłam, po drugie nie oskarżać mnie bez żadnych podstaw. Dobrze?
-Dobrze. Widzę, że przyszedł do mnie sam jeden z potomków rodziny królewskiej. O! I jeszcze szanowny pan detektyw! Witaj Jarvanie! Witaj Arianie! Co do mnie was i tę dziewczynę sprowadza?
-Sprawa?- odpowiedział Jarvan IV.
-Słucham więc szanownego pana.
Jarvan zaczął opowiadać historię którą powiedziała mu Ahri. Ona sama bała się tej pani, więc nic nie mówiła. Wiedziała, że ona jej nie lubi, ale chce wyjaśnić śmierć swojego męża.
Historia o pięknej lisicy nazywaną Ahri. W Mrocznej Puszczy, Ahri nazywana jest Panią Iońskich Lasów. Czeka na nią wiele nowych przyjaciół i przygód. Będzie znowu cieszyć się życiem. Razem ze swoim najlepszym przyjacielem Kirem, małym ptaszkiem będzie Mieć dużo przygód i będzie staczać z nim dużo bitew.
sobota, 23 lutego 2013
piątek, 22 lutego 2013
"Udowodnię wam, że się mylicie"
Ten rozdział dedykuję Hestii2000 za to, że mnie poniekąt i jakoś na pewno wspiera :>. __________________________________________________________________________
Tłum patrzył na Ahri z zaciekawieniem. Patrzyli na nią ze współczuciem, ale nie mogli jej wybaczyć tego co zrobiła. Wymordowała wiele osób. Ale kim był ten człowiek, który został zamordowany? Dlaczego oni oskarżają Lisicę? Ona wie, że tego nie zrobiła i że ktoś próbuje ją wrobić. Nie. Ona nie da za wygraną. Kto to mógł zrobić. Wykorzystała tą ciszę i powiedziała klękając ze zmęczenia.:
-Co wy robicie? Dlaczego podpaliliście biedne zwierzę? Dlaczego zrujnowaliście mój dom? Wiem. Wiem! Chcecie się zemścić za zamordowanych ludzi z waszego rodu? Chcecie pomścić tego, którego uważaliście za ważnego? Czy tylko chcecie zniszczyć piękne iońskie lasy. Wiecie, że tu ktoś mieszka?
-Tak morderczyni tu mieszka!- powiedziała jedna z kobiet ze wzburzeniem,
-Tak. I nie tylko. Zwierzęta to też stworzenia. One czują. Mają uczucia. Mają podobne cechy co my. Ludzie. Zniszczyliście miejsce, w którym małe zwierzątka stawiają pierwsze kroki, dorastają, mają czystą wodę do picia, miejsce spotkań. Tak to mój dom. Mój i ich.- mówiąc to Ahri wskazała tłumowi, gdzie jest wyjście. Ale nim to zrobiła, zapytała się kim jest ten tajemniczy człowiek.
-Pa Handerson. Był... Był poetą. Chciał napisać nowy wiersz ale ty go zabiłaś. No dobrze. Jesteśmy kwita.- powiedziała kobieta.
Tłum wyszedł z lasu. Nikt nie wiedział co robić ( nie wiedziały zwierzęta i Ahri). Dziewczyna wyszła ze swojego domu, a raczej z tego co z niego zostało.
Kilka minut później dotarła do miasta z Kirem.Weszła do zamku wykorzystując swoje lisie sztuczki. Wchodziła coraz wyżej i wyżej, aż w końcu dotarła do mężczyzny nazywanego Jarvanem IV. Podeszła do niego uklękła na kolana, zakryła swoją delikatną twarz równie delikatnymi dłońmi. Pochodzący z rodziny królewskiej mężczyzna powiedział:
-Wybaczam ci. Przepraszam cię za to, ale oni nie słuchali. Ale zabiłaś pana Handersona.
-Nie zabiłam. Udowodnię wam, że się mylicie. To nie moja wina. Nie moja.
Tłum patrzył na Ahri z zaciekawieniem. Patrzyli na nią ze współczuciem, ale nie mogli jej wybaczyć tego co zrobiła. Wymordowała wiele osób. Ale kim był ten człowiek, który został zamordowany? Dlaczego oni oskarżają Lisicę? Ona wie, że tego nie zrobiła i że ktoś próbuje ją wrobić. Nie. Ona nie da za wygraną. Kto to mógł zrobić. Wykorzystała tą ciszę i powiedziała klękając ze zmęczenia.:
-Co wy robicie? Dlaczego podpaliliście biedne zwierzę? Dlaczego zrujnowaliście mój dom? Wiem. Wiem! Chcecie się zemścić za zamordowanych ludzi z waszego rodu? Chcecie pomścić tego, którego uważaliście za ważnego? Czy tylko chcecie zniszczyć piękne iońskie lasy. Wiecie, że tu ktoś mieszka?
-Tak morderczyni tu mieszka!- powiedziała jedna z kobiet ze wzburzeniem,
-Tak. I nie tylko. Zwierzęta to też stworzenia. One czują. Mają uczucia. Mają podobne cechy co my. Ludzie. Zniszczyliście miejsce, w którym małe zwierzątka stawiają pierwsze kroki, dorastają, mają czystą wodę do picia, miejsce spotkań. Tak to mój dom. Mój i ich.- mówiąc to Ahri wskazała tłumowi, gdzie jest wyjście. Ale nim to zrobiła, zapytała się kim jest ten tajemniczy człowiek.
-Pa Handerson. Był... Był poetą. Chciał napisać nowy wiersz ale ty go zabiłaś. No dobrze. Jesteśmy kwita.- powiedziała kobieta.
Tłum wyszedł z lasu. Nikt nie wiedział co robić ( nie wiedziały zwierzęta i Ahri). Dziewczyna wyszła ze swojego domu, a raczej z tego co z niego zostało.
Kilka minut później dotarła do miasta z Kirem.Weszła do zamku wykorzystując swoje lisie sztuczki. Wchodziła coraz wyżej i wyżej, aż w końcu dotarła do mężczyzny nazywanego Jarvanem IV. Podeszła do niego uklękła na kolana, zakryła swoją delikatną twarz równie delikatnymi dłońmi. Pochodzący z rodziny królewskiej mężczyzna powiedział:
-Wybaczam ci. Przepraszam cię za to, ale oni nie słuchali. Ale zabiłaś pana Handersona.
-Nie zabiłam. Udowodnię wam, że się mylicie. To nie moja wina. Nie moja.
czwartek, 21 lutego 2013
Wysiłek
-Koniec igraszek kochani. Pora na walkę, której zapomnieć się nie da. Pamiętajcie! Nikt nie oprze się mojemu- tu Ahri się zaśmiała.- Mojemu urokowi! Nie macie szans. Boże!- Dziewczyna w tym miejscu chwyciła się za usta oczy zrobiły się ponownie dzisiaj piękne i błękitne.- Przepraszam! Ja nie wiem co się ze mną dzieje! Od kiedy dzisiaj...
-Zabiłaś ślicznotko tego kolejną osobę? Ty chyba nie wiesz kogo... Nie, nie wiesz kogo. Wszyscy się smucimy z tego faktu. Nie wiesz kogo zabiłaś? Nie wiesz?! Nie wiesz?! Ha ha! Ty jesteś żałosna panienko. Umiesz ruszyć... Hmm... Łepetyną? Tak, Łepetyną! Jeśli tak to kogo ostatnio zabiłaś?- zapytał rozwścieczony mężczyzna.
-Wiem kogo teraz zabiję. Jak się nazywasz?
-Na imię mi... John. John Wiliamson. A ty panno, o dziewięciu ogonach, uszach nieludzkich i żółtych oczach kiedy wpadną one w szał?
-Ja jestm Ahri, Lisica o dziewięciu ogonach! Pani Iońskich Lasów. Odejdź stąd! Nie ręczę za siebie kochany. Kończmy te dialogi. Wynocha i to już! Chyba, że... Nie chcecie wracać do waszego pięknego miasteczka?
John rzucił się na Lisicę. Rozpętała się wojna. W mig jej piękna łąka stanęła w ogniach, gdyż jeden z mężczyzn wywalił pochodnie na trawę. Piękna, miła i urocza polanka zmieniła się w ciemną, czarno-szarą ruinę. Zwierzęta były bardzo waleczne, a Ahri walczyła z Johnem bardzo zaciekle. Nagle poczuła, że może zrobić coś, co wykańczało swoich wrogów. Oddaliła się kilka kroków od nieprzyjaciela, zrobiła głęboki wdech i pomknęła przed siebie. Potężna, lecz mała kula wykończyła mężczyznę, który myślał, że jest pępkiem świata (że tak go nazwę).
Lisica wiedziała, że on jest tylko nieprzytomny. Zrobiła to celowo, gdyż nie chciała już zabijać, ale ogłuszać i wynosić z lasu.
Dziewczyna uniosła głowę i zobaczyła tam podpalonego niedźwiedzia. Podbiegła szybko do niego i spróbowała go unieść. Walkę przez to przerwano wszyscy patrzyli na biedne zwierzę i dziewczynę, która chociaż jest delikatna to uniosła niby bestię i zaniosła do jeziorka.
"Miła wizyta"
Następnego dnia Ahri wstała dość wcześnie. Już o piątej rano była na nogach. Dziewczyna poczuła uczucie, które czuje tylko w tedy kiedy wykrada esencję. Ale ona ostatnio zabiła człowieka jakiś tydzień temu i od tamtej pory miała okropne wyrzuty sumienia i nie mordowała już więcej. To uczucie ją przeraziło, ale czuła, że chce więcej. Tak więcej. Oczy jej zrobiły się żółte. Były piękne lecz bardzo przerażające.
,, Nie mogę tego robić!''. Pomyślała dziewczyna i jej oczy w mig zrobiły się niebieskie. Wyszła z domu a na końcu jej ślicznej polanki widać było wściekły tłum ludzi. Ahri się przeraziła. O co chodziło?
Lisica schowała się do bardzo wysokiej trawy podeszła bliżej, aby usłyszeć co mówią ludzie. Kiedy Dziewczyna podeszła jeszcze troszkę bliżej usłyszała słowo "ATAK". Szybko się wycofała, ale Iończycy ją zauważyli i zaczęli ją gonić. Kiedy bohaterka się obróciła nie wiedząc którędy ma uciekać. Rozjuszony tłum przystanął i zaczął jej się przyglądać. Kobiety, mężczyźni i nawet dzieci byli onieśmieleni na jej widok. Wyglądali jakby zobaczyli ducha. Jeden z mężczyzn wyszedł i powiedział do niej.
-Dlaczego uciekasz?
-Bo.... Ja...
- O nie! Ona ma dziewięć ogonów! To ona! Morderczyni!- wykrzyczała jedna z kobiet.
-No cóż... Wy zabijacie zwierzęta, rośliny, wycinacie lasy to niby ja mam nie zareagować? Każdy kto wejdzie do tej Mrocznej Puszczy nie wróci już żywy. Koniec igraszek.- powiedziała z dumą dziewczyna.
-Nie masz szans! Nas jest ponad dwudziestu, a ty? Ty jesteś tylko jedna!
-Dwie sprawy. Pierwsze zabijecie dziewczynę? Oj nie ładnie.
-Ty zabijasz wszystkich!
-A,a,a! Nie przerywaj to nie ładnie! Co ciebie jakieś maa.... jaskiniowcy wychowali? O czym to ja... A tak. Po drugie ja mam swój zespół.- mówiąc te słowa, Ahri zagwizdała, a obok niej w sekundę pojawiło się po jednym rodzaju zwierząt z tego pięknego, iońskiego lasu. Lisica powiedziała coś do nich i zaczęła się bitwa.
Wszyscy byli zagotowani do tej bitwy. Uczestniczyły w niej nawet małe, najmniejsze stworzonka. Nikt ich nie widział. No, prawie nikt. Pani Iońskich Lasów Strzegła swoich przyjaciół bardzo, bardzo mocno.
-No to. Zaczynamy...
,, Nie mogę tego robić!''. Pomyślała dziewczyna i jej oczy w mig zrobiły się niebieskie. Wyszła z domu a na końcu jej ślicznej polanki widać było wściekły tłum ludzi. Ahri się przeraziła. O co chodziło?
Lisica schowała się do bardzo wysokiej trawy podeszła bliżej, aby usłyszeć co mówią ludzie. Kiedy Dziewczyna podeszła jeszcze troszkę bliżej usłyszała słowo "ATAK". Szybko się wycofała, ale Iończycy ją zauważyli i zaczęli ją gonić. Kiedy bohaterka się obróciła nie wiedząc którędy ma uciekać. Rozjuszony tłum przystanął i zaczął jej się przyglądać. Kobiety, mężczyźni i nawet dzieci byli onieśmieleni na jej widok. Wyglądali jakby zobaczyli ducha. Jeden z mężczyzn wyszedł i powiedział do niej.
-Dlaczego uciekasz?
-Bo.... Ja...
- O nie! Ona ma dziewięć ogonów! To ona! Morderczyni!- wykrzyczała jedna z kobiet.
-No cóż... Wy zabijacie zwierzęta, rośliny, wycinacie lasy to niby ja mam nie zareagować? Każdy kto wejdzie do tej Mrocznej Puszczy nie wróci już żywy. Koniec igraszek.- powiedziała z dumą dziewczyna.
-Nie masz szans! Nas jest ponad dwudziestu, a ty? Ty jesteś tylko jedna!
-Dwie sprawy. Pierwsze zabijecie dziewczynę? Oj nie ładnie.
-Ty zabijasz wszystkich!
-A,a,a! Nie przerywaj to nie ładnie! Co ciebie jakieś maa.... jaskiniowcy wychowali? O czym to ja... A tak. Po drugie ja mam swój zespół.- mówiąc te słowa, Ahri zagwizdała, a obok niej w sekundę pojawiło się po jednym rodzaju zwierząt z tego pięknego, iońskiego lasu. Lisica powiedziała coś do nich i zaczęła się bitwa.
Wszyscy byli zagotowani do tej bitwy. Uczestniczyły w niej nawet małe, najmniejsze stworzonka. Nikt ich nie widział. No, prawie nikt. Pani Iońskich Lasów Strzegła swoich przyjaciół bardzo, bardzo mocno.
-No to. Zaczynamy...
środa, 20 lutego 2013
Prawdziwy przyjaciel.
Mroczna Puszcza. Tak iończycy nazywają jedną z lasów pięknego kraju. Ten kto wchodzi do lasu ten już w ogóle nie zobaczy rodziny, sąsiadów i innych ludzi. Jednemu tylko udało się wrócić. Mówił że zobaczył tam parę żółtych, strasznych oczu. Nie wiadomo czemu zaczął podchodzić coraz bliżej wbrew własnej woli.
Ocknął się szybko i wybiegł.
W tej puszczy mieszka piękna lisica o dziewięciu ogonach, która nazywana jest Ahri. Skazana została za wysysanie esencji z niewinnych ludzi. Zamieszkała w Mrocznej Puszczy i jest od tego momentu nazywana Panią Iońskich Lasów.
Pewnego dnia Ahri usiadła na jednej z gałęzi Wielkiego Dębu. Zobaczyła tam ptaszka. Powiedziała do niego.
- Czy ty też kiedyś... kiedyś miałeś wyrzuty sumienia? Pewnie nie miałeś.
- Miałem a co? Kiedyś biłem się z bratem a później było mi bardzo przykro. Brat brata zawsze przeprosi prawda? A kiedy się go zrani w jaki kolwiek sposób masz okropne wyrzuty. A ty widzę, że masz je. Co się stało?
- Ahh... Długo by gadać i pewnie byś mnie... zaraz. WSZYSCY by mnie znienawidzili, ale starałam się, starałam! Starałam się was ochronić! Przed nimi. Chcieli wyciąć lasy. Chcieli mieć wasze głowy nad kominkiem! Ja chciałam pomóc! A teraz kim jestem? Mam dziewięć ogonów! To takie nienaturalne! Żałuję, że zabijałam. Żałuję, że byłam taka! Zamieszkałam tutaj i poniekąt jestem z tego dumna. Chcę was bronić wszyscy. Ale, żeby was bronić... muszę zabijać tak? Nie wiem co mam zrobić.- po tych słowach Ahri zeszła zapłakana z Wielkiego Dębu. Mały ptaszek poleciał za nią. Dogonił ją.
- Spokojnie. Nie płacz! Ja jestem Kir. Nic się nie dzieje. Starasz się nas bronić i to jest ważne.
- Ja jestem...
- Wiem kim jesteś- przerwał ptaszek.- Jesteś Ahri, Pani Iońskich Lasów. Miło mi.
- Mi też. Chodźmy do mojego domu. Dobrze?
- Dobrze. No to siup!
Oboje szli przed siebie. Ahri była zadowolona, że ktoś mógł z nią porozmawiać szczerze. Nie znała ptaszka, ale wiedziała, że jest on jedyną osobą, która jej pomogła.
Kiedy doszli na miejsce Lisica powiedziała.
- Oto mój dom!
Jej miejsce zamieszkania było ( i jest nadal) piękne. Znajdowała się tam łąka. Piękna polanka zdawała się być rajem. W centrum znajdował się potężny, gruby i piękny dąb. Zarośnięty był pnączami. Trawa na łące była wysoka i zielona. Wszystko było jak z bajki. Wszystko...
Ocknął się szybko i wybiegł.
W tej puszczy mieszka piękna lisica o dziewięciu ogonach, która nazywana jest Ahri. Skazana została za wysysanie esencji z niewinnych ludzi. Zamieszkała w Mrocznej Puszczy i jest od tego momentu nazywana Panią Iońskich Lasów.
Pewnego dnia Ahri usiadła na jednej z gałęzi Wielkiego Dębu. Zobaczyła tam ptaszka. Powiedziała do niego.
- Czy ty też kiedyś... kiedyś miałeś wyrzuty sumienia? Pewnie nie miałeś.
- Miałem a co? Kiedyś biłem się z bratem a później było mi bardzo przykro. Brat brata zawsze przeprosi prawda? A kiedy się go zrani w jaki kolwiek sposób masz okropne wyrzuty. A ty widzę, że masz je. Co się stało?
- Ahh... Długo by gadać i pewnie byś mnie... zaraz. WSZYSCY by mnie znienawidzili, ale starałam się, starałam! Starałam się was ochronić! Przed nimi. Chcieli wyciąć lasy. Chcieli mieć wasze głowy nad kominkiem! Ja chciałam pomóc! A teraz kim jestem? Mam dziewięć ogonów! To takie nienaturalne! Żałuję, że zabijałam. Żałuję, że byłam taka! Zamieszkałam tutaj i poniekąt jestem z tego dumna. Chcę was bronić wszyscy. Ale, żeby was bronić... muszę zabijać tak? Nie wiem co mam zrobić.- po tych słowach Ahri zeszła zapłakana z Wielkiego Dębu. Mały ptaszek poleciał za nią. Dogonił ją.
- Spokojnie. Nie płacz! Ja jestem Kir. Nic się nie dzieje. Starasz się nas bronić i to jest ważne.
- Ja jestem...
- Wiem kim jesteś- przerwał ptaszek.- Jesteś Ahri, Pani Iońskich Lasów. Miło mi.
- Mi też. Chodźmy do mojego domu. Dobrze?
- Dobrze. No to siup!
Oboje szli przed siebie. Ahri była zadowolona, że ktoś mógł z nią porozmawiać szczerze. Nie znała ptaszka, ale wiedziała, że jest on jedyną osobą, która jej pomogła.
Kiedy doszli na miejsce Lisica powiedziała.
- Oto mój dom!
Jej miejsce zamieszkania było ( i jest nadal) piękne. Znajdowała się tam łąka. Piękna polanka zdawała się być rajem. W centrum znajdował się potężny, gruby i piękny dąb. Zarośnięty był pnączami. Trawa na łące była wysoka i zielona. Wszystko było jak z bajki. Wszystko...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)