wtorek, 30 kwietnia 2013

Kłótnia z Luxanną.

     Wszyscy wcześnie rano byli już na nogach. Oczywiście wszyscy poza Lux i Felicją, które siedziały do późna w nocy i podziwiały gwiazdy. Obie były bardzo zmęczone. Ale na zmęczenia nie było już miejsca.
-Ahri! No weź, wczoraj dotarliśmy tutaj, a dzisiaj musimy znowu gdzieś wyruszać. To męczące.
-No wiesz co Luxanno? Myślałam, że masz coś więcej w głowie niż tylko pustkę. Mianowicie mam namyśli to, że powinnaś wiedzieć jak bardzo mi na tym zależy aby rozwiązać tą sprawę i żebym już nigdy o niej nie usłyszała. Chcę o tym jak najszybciej zapomnieć.
-No dobrze nie denerwuj się. Ale mieliśmy tu jeszcze zostać w kilka dni.
-Wyszło na to, że wyruszamy na Wyspę Straty czy wam się to podoba czy też nie. Ja muszę rozprawić się z tą niebieską kosmitką- powiedziała Lisica a jej oczy robiły się powoli żółte.
-Nie denerwuj się kochana. Powinnaś troszkę odpocząć. Jesteś cała w nerwach przez tę "kosmitkę".
-Nie widzisz? Ja się nie denerwuje. Jestem spokojna jak mała, puszysta i milutka owieczka.
-Tak. Bardziej jesteś spokojna jak szalona wiewiórka ci za dużo kawy wypiła- odpowiedziała Lux Ahri zajadając czerwone jabłko.
-Posłuchaj Lux. Przestań tak mówić.
-Spokojnie dziewczyno! Na prawdę ciebie ta cała sprawa wykańcza nerwowo. Uspokój się.
-Kiedy nie widzisz, że jestem spokojna?!- Ahri wybuchnęła gniewem. Lux siedziała na kanapie i popatrzyła się ze strachem w swoich błękitnych oczach na Lisicę. Lux, chociaż troszkę szalona i roztrzepana dziewczyna, w tej chwili zdała sobie sprawę z powagi całej sytuacji.
      Ahri miała w oczach złość. Oczy były bardziej żółte niż zazwyczaj. Nigdy się tak nie zachowywała. Nikt by nie przypuszczał, że wybuchnie takim wulkanem gniewu. Była przejęta całą tą sprawą, a mianowicie nie chciała znowu przegrać z Evelynn. Już raz się to stało i nie pozwoli się znowu ośmieszyć tym bardziej na oczach swoich nowych przyjaciół. Lisica była wdzięczna Lux za pomoc jej w pokonaniu nieprzyjaciela. Stała się jej, tak samo jak u Felicji, bratnią duszą i przyjaciółką, której nie chciała stracić. Teraz jednak miała na to  wielką szanse. Nie mogła kontrolować swojej złości.
-Lux! Lubię cię i to bardzo ale no naprawdę.
-Ja ciebie taż ale po co cała ta afera?
-Po to, żebym w końcu wyładowała swoją złość!
-To czemu akurat na mnie?! Dziewczyno ogarnij się w reszcie. Mogłaś wyładować ją gdzieś indziej! Czemu na mnie?
-Posłuchaj Lux, nie chcę się z tobą  kłócić.
-No a jednak to robisz. Nie masz ani trochę poczucia humoru!
-Co proszę?
-No nie zareagowałaś jakoś wesoło na mój dowcip. To było na żarty!
-Wiesz co? Ja sobie to wzięłam do siebie. Jak tak możesz?
-Nie umiesz się z siebie śmiać?
-Jak widać nie!
-A jak ty byś mnie miała obrazić?
-Na przykład jak? Że jesteś tępą blondynką, która nie zdaje sobie nigdy z powagi sytuacji?
-Teraz to przesadziłaś- Lux wyszła z płaczem. Fala blond loków spływała jej po plecach,  a po twarzy zaczęły spływać strumienie słonych łez. Wybiegła  z domu Ahri i poszła w ciche miejsce.
     Lisica nie wiedziała co powiedzieć. Nie chciała jej zranić, ale to zrobiła. Nie wiedziała co mówi. Poszła do kuchni i sama utopiła się we własnych, słonych łzach.
      Do kuchni weszła Ashe z łukiem i strzałą w rękach. Podeszła do dziewczyny.
-Co zrobiłaś złego, że płaczesz?
-Skąd wiesz, że zrobiłam coś złego?- zapytała się Lisica ocierając z zaczerwienionych oczu łzy.
-Widziałam i rozmawiałam z tą "tępą blondynką, która nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji". Dlaczego jej to zrobiłaś.
-Nie wiem. Nie chcący. Nie chciałam jej tego powiedzieć. Tak jakoś wyszło.
-Opowiesz mi o całym tym zajściu?- zapytała się zaciekawiona Łuczniczka patrząc z zaciekawieniem na Ahri. Dziewczyna opowiedziała jej o całym zajściu. Lux i Ahri nie zauważyły jednak, że całemu zajściu przysłuchiwała się... Felicja.
_______________________
Notka dedykowana Hestia2000.
Taaa... Teraz kolejne cztery notki będą dla niej dedykowane. Wisiałam jej przysługę ._.


niedziela, 28 kwietnia 2013

Coś extra czyli: JAK POZNAŁAM HESTIE2000

      Chwała mi! Albowiem zaczynam pisać tę specjalną notkę. Okey zaczynam kochani ;3.
*
      Hestię2000 zwaną również jako Beata Hestia poznałam w pierwszej klasie szkoły podstawowej. Siedziała przede mną. Na początku września jak każda pierwszoklasistka lubiłyśmy kucyki pony i takie tam duperele. Beata podeszła do mnie i dała mi naklejkę z fioletowym kucykiem. I tak oto w ten piękny sposób zaczęła się przyjaźń z Hestiolem Matołem którego do dzisiaj znam.
KONIEC!
Ewa W. Zwana również jako Effa573.
Pokój ludziska \/!     
Pozdro!
P.S Sorka hestiem za matołka :3

środa, 24 kwietnia 2013

Felicja i jej niezwykła moc.

      Do Ionii dotarli w tydzień. Felicja odkryła w Luxannie przyjaciółkę i bratnią duszę. Mimo, że na początku mało mówiła, gdy zaprzyjaźniła się z czarodziejką zaczęła nawijać jak katarynka. Spędzała z nią większość swojego wolnego czasu a miała go na prawdę sporo. Chociaż tak bardzo kochała swoją nową przyjaciółkę nie zapomniała o Lisicy. Pamiętała dalej jak ją ocaliła i, szczerze mówiąc, darzyła ją większą sympatią niż tę szaloną, niebieskooką blondynkę.
      Felicja przypominała Lux w młodości. Miała ona piękną burzę blond włosów, które połyskiwały w świetle słońca. Usta miała delikatne i różowe jak najpiękniejszy kwiat róży, a gdy się uśmiechała miała piękne dołeczki. Różnice były tylko dwie. "Młodsza wersja Lux" miała piękne fioletowe oczy. Miały one kolor taki jakby ametyst dać pod słońce. Były dokładnie tak samo fioletowe. Jej twarz, w przeciwieństwie do Pani Jasności, była delikatnie okrągła. Wszystko do siebie pasowało a Felicja była na prawdę piękną i bystrą małą siedmioletnią ba, za chwile ośmioletnią dziewczynką.
     Gdy dotarli do domu Ahri, dziewczynka siedziała na dworze. Przez pół godziny patrzyła na oschnięty kwiat dzikiej róży. Krzew po pożarze był okropnie brzydki. Felicja wpatrywała się w niego cały czas bez przerwy. Temu wszystkiemu przyglądała się panna Rose Handerson. Bacznie obserwowała każdy ruch prawie ośmiolatki. Dziewczynka w końcu zamknęła oczy. Czuła jak rozpiera ją jakaś magia. czuła się wspaniale i czuła się tak od kiedy poczuła pod swoimi stopami zieloną, letnią i pachnącą trawę. Gdy weszła na tereny Ionii poczuła się jak w raju. Znalazła swoje miejsce na świecie.
      W końcu otworzyła oczy i wysunęła rękę do przodu. Mamrotała coś pod nosem. sama jednak nie wiedziała co mówi. Nigdy się tak nie czuła. Czuła jakąś energię, gdy nagle krzew zaczął rosnąć. Zapuścił korzeń w mgnieniu oka. Potem zaczęły rosnąć piękne zielone liście, a na czubku gałęzi widać było piękne różowe pąki. Felicja zacisnęła rękę w piąstkę i powiedziała: VIKTORIA. Imię Wiktoria oznaczało zwycięstwo. Jej matka zawsze mówiła to imię ilekroć udało się jej coś zrobić.
      Do dziewczynki podeszła Rossalida.
-Dziecko! Coś ty zrobiła?- zapytała zdziwiona.
-Nie wiem- odparła z uśmiechem.- Samo tak wyszło uwierz mi! To stało się tak nagle! Nigdy w życiu nie robiłam tak nich mi pani... znaczy niech mi panienka Rose uwierzy!
-Nie. Panienką to ty jesteś. Ja jestem panną albo, jak już mówiłaś, panią. Mówi po prostu Rose.
-Ach Rose! Takie piękne ma panna imię! Na prawdę! Jak to pięknie brzmi. Wiesz Rose? Nigdy wcześniej w całym moim życiu nie widziałam kwiatów. Nigdy! Na prawdę. Urodziłam się przecież w skutym lodem Frejlordzie. Wiesz chyba o ty? Gdybym się tutaj urodziła, byłabym najszczęśliwszą dziewczynką na caaałym tym marnym, co ja wygaduje? na całym tym wspaniałym i pięknym świecie. Ach panno Rossalino. Nigdy się tak nie czułam. O! Tam jest zdeptany kwiatuszek! Już go uzdrowię! Nie martw się tym moje słonko. Ach jaka piękna stokrotka. Jak się teraz czujesz? Lepiej? Ach! Viktoria! Przepraszam, czy ja czasem za dużo nie mówię? To przez to, że za dużo czasu spędzam z Lux a za mało z wami. Czy pani nie przeszkadza, że tak dużo mówię? No cóż za dużo czasu z tą zwariowaną czarodziejką.
-Wcale mi to ni przeszkadza, że tak dużo gadasz. Moja droga! Ty nawijasz jak katarynka! Ale mi się to nawet podoba wiesz?- odpowiedziała jej z uroczym na twarzy uśmiechem.
-No przecież wiem! Mama mi mówiła, że to nie szkodzi, że tak gadam, gadam i gadam. Podobno jest w tym jakiś hmm... Moja mama mówiła, że jest w nim jakiś urok, że to się nigdy nikomu nie nudzi!
-Posłuchaj kochanie. Porozmawiajmy o tym, co przed chwilą zobaczyłam.
-A co panna Rose zauważyła?
-Mianowicie to, co  zrobiłaś. Jak ten biedny kwiat stokrotki, cały zdeptany i brzydki, stał się piękniejszy niż wcześniej.
-Hmm... No tak możemy o to pomówić. Widzę w pani moją nową przyjaciółkę.
-To się cieszę, ale nie zmieniaj tematu, którego nawet nie zaczęłyśmy.
-No dobrze- zgodziła się Felicja.
-Jak to się stało? Ty tylko tak zwyczajnie wysunęłaś rękę pomruczałaś coś pod nosem i wykrzyczałaś jakieś imię! Jakie to było? Weronika?
-Nie prze pani. To imię brzmi: Viktoria. Victoria dla tego, że to imię oznacza zwycięstwo! Nie wiedziała pani?
-A no fakt. Mniejsza o to. Dziecko moje kochane na miłość boską ty masz wielki dar! Na prawdę. Hmm... Widzisz to? Ten krzew jest cały suchy. To jest chyba już ostatni. Większość wygląda całkiem nieźle po tym, co tu się stało.
-A co tu się stało?- zapytała się zaciekawiona dziewczynka patrząc na mrowisko i biorąc małą mrówkę na rękę. Ta łaziła jej po całej dłoni.- Owszem maleńka już cię postawiam.
-Felicja? Czy ty rozmawiasz z mrówką?
-Tak panno Rose. Ona mi powiedziała, żebym ją położyła na ziemi. Ona chciała iść do swojej rodziny.
-Hmm... Interesujące. Ale widzisz ten krzew dzikiej róży?
-Tak. Och jaki biedak- dziewczynka wysunęła rękę przed siebie i zrobiła to samo co z pierwszą tego typu, uschniętą rośliną.- O! Proszę! Znowu jesteś piękny! Victoria!
-Ty jesteś małą czarodziejką z tego co tu właśnie zobaczyłam na własne oczy. Fakty mówią same za siebie moja droga Felicjo. Rozmawiasz ze zwierzętami, które mówić nie potrafią; uzdrawiasz rośliny i Bóg wie co jeszcze!
*
      W tym czasie, kiedy Felicja rozmawiała z panną Rose, Brygada oraz Lux siedzieli przy pięknym, okrągłym, dębowym stole w domu Ahri. Widać fioleto-oka dziewczynka za dużo spędzała czasu z tą zwariowaną blondynką, którą jest Luxanna.
      -Ach! Mamy piękny dzień dzisiaj- powiedziała Lux całkowicie zmieniając temat.- Nie wiedziałam Ahri, że twój dom jest taki piękny. A co dopiero ten las! I ten staw! No nie ma co! Pamiętam jak byłam mała. Miałam w tedy, no nie wiem z sześć lat? Chodziłam z Jarvanem nad takie piękne krystaliczne jezioro. Świetnie bawiłam się tam razem z księciem Demacii. Graliśmy w berka, chowanego i on praktycznie cały czas spychał mnie do wody. Dobrze, że chociaż jezioro było wielkie, było także płytkie. Mama mi mówiła,  że to jezioro powstało z myślą o dzieciach. Wykopano je i zalano wodą. Ja nie wieże, żeby tak było. Ja nie wiem jak to jest w ogóle możliwe, że to jezioro było płytkie. Zwykle są one przecież głębokie prawda Jarvanie IV?
-Owszem Luxanno.
-No dobrze uspokój się. Ach! Wiecie, że ja z naszym księciuniem znamy się od urodzenia? A jak ja miałam dwa latka a on w tedy cztery to mnie pocałował! mam od tamtej pory na niego haka! Chodziliśmy razem przez jakąś, czy ja wiem? Godzinkę?
Ahri próbowała powstrzymać się od śmiechu. Z resztą tak jak wszyscy, oprócz "księciunia". Siedział zawstydzony ale powiedział z lekkim zawahaniem "Tak to prawda, ale byłem w tedy mały i głupi."
-Tak fakt- odparła Lux.- Ale głupi to ty jesteś nadal.- Wszyscy doskonale się bawili. Jarvan w końcu też zaczął się śmiać.
-Chcecie herbatki z konfiturą?- zapytała w końcu Ahri.- Dosyć tych pogaduszek. Nie przyszliśmy do Ionii, żeby się na nowo zabawiać. Mamy pewną sprawę do rozwiązania. Czy tylko ja o tym pamiętam? Chcę, aby to zostało wyjaśnione. Chyba nie na darmo szłam  aż do Frejlordu prawda?
-Prawda. W istocie- zgodził się z Lisicą detektyw Arian.
-No to musimy ją rozwiązać. Mam podejrzenia co do Evelynn. A wy? Chyba tylko ona była by do tego zdolna! Tak na pewno ona! Ale problem jest jeden. Ona jest niewidzialna i zapewne jest na sąsiedniej wyspie, która należy do Ionii. Jest cała porośnięta drzewami i nazywa się "Wyspa Straty". Wiele osób tam popłynęło i nie wróciło. Dlatego się nazywa wyspa straty. Co tam się znajdzie już tam nie wróci, ale ja jestem gotowa się tam udać.
-Ahri! Czy ty aż tak chcesz ryzykować spotkania się z Evelynn? Opanuj się Łasico!- powiedziała zdziwiona Luxanna,  a wszyscy oniemieli.
-Łasico? Jestem Lisicą- powiedziała Ahri próbując powstrzymać się od śmiechu. Niestety na darmo.
-Wiedziałam, że to coś z ogonem i sierścią! Ja kawki poproszę.
-Lux. Po kawie będziesz bardziej roztrzepana niż jesteś teraz. Co najwyżej herbaty a kawę mam tylko zbożową. Herbata z konfiturą malinową czy porzeczkową?
-Z cytrynową znaczy z malinową i cytrynką jeśli łaska.
-Oczywiście, oczywiście.
      Luxanna wypiła herbatę z konfiturą. Bardzo jej zasmakowała.
      Nagle drzwi się otworzyły. Do domy weszła Felicja z uśmiechem na twarzy. Pobiegła do jadalni. Zobaczyła tam, że wszyscy rozmawiają ze sobą. Podbiegła do Ahri i przytuliła ją. Powiedziała do niej.
-Chodź na dwór! Coś ci pokarzę!
     To co Ahri zobaczyła na dworze zupełnie ją zaskoczyło. Wszystko było piękne. Trawa bardziej zieleńsza i pachnąca. W powietrzu unosił się słodki zapach niezapominajek, stokrotek, róży dzikiej i zwykłej. Wszystko miało mocniejszą barwę i wyglądało to jak w raju. Dziewczynka wszystko zrobiła sama. Ogród Lisicy był wcześniej szary, smutny i markotny, a teraz? Teraz rozkwitł i zaczął na nowo żyć. W jej pięknym ogrodzie zobaczyła coś czego nigdy tam nie było. Wyrosły tam momentalnie brzozy, a pod nimi były piękne fioletowe wrzosy. Lisicy pojawiły się łzy w oczach. Przytuliła Felicję i powiedziała jej jedno słowo: Dziękuję. Podziękowanie Felicji za jej trud jaki włożyła w to było dla niej ważniejsze od wszystkiego. Nareszcie ktoś ją docenił.
-Felicjo! Ty to sama zrobiłaś?- zapytała się Ahri ze łzami spływającymi jej po policzku.
-Tak. Poczułam jak rozpiera mnie jakaś energia i zaczęłam to robić. Upss! Tam jest kolejny podeptany kwiatek! Że też musiałam go pominąć. Vicoria! Nie pytaj lepiej mnie dlaczego akurat to imię. Nie chce mi się tego kolejny raz tłumaczyć.
________________________________________________________
Wpadłam na pomysł, żeby bardziej przedstawić wam tą całą Felicję :). Mam nadzieję, że notka się podoba. 

sobota, 20 kwietnia 2013

Kilka istotnych faktów.

      Wszyscy wpatrywali się w uśmiechniętą Demacjankę. Stała trzymając w obu dłoniach różdżkę. Milczenie trwało długo. W końcu Detektyw Arian postanowił przerwać niezręczne milczenie.
-Co ty tu robisz Luxanno?- zapytał się.
-Błagam! Tylko nie Luxanno! Mówcie do mnie po prostu Lux. Luxanna to takie hmm... Zbyt "oficjalne" imię.
-No dobrze Lux- odpowiedział Arian uśmiechając się to niebieskookiej blondynki.  Lux popatrzyła na Lisicę. Ahri nie wiedziała co się dzieje. Po kilku minutach odpowiedziała Lux na jej powitanie. Wpatrywały się w siebie nawzajem. Lux uśmiechała się do niej a Ahri kiwała głową na boki jakby się nad czymś zastanawiała. I faktycznie rozmyślała nad czymś.
-Dzień dobry- powiedziała pół dziewczyna.
-Cześć. Ja nie mogę! Ale ty masz refleks moja droga- odpowiedziała Lux.
-No przepraszam.
-Nic nie szkodzi.
-Co ty tu robisz?- zapytała się jej.
-Ja? Hmm... Wybrałam się na spacer.
-Ale żeby na spacer do Frejlordu z Demacii? Nie sądzisz, że to troszkę śmieszne?
-Przeprasza? Śmieszne?
-No troszkę.
-Hmm... No mas rację, ale wiesz musiałam tu przybyć.
-Ale dlaczego?
-Dostałam newsa od pewnego księcia.
-Jarvanie? Czemu nic nie mówiłeś?
-A co miałem powiedzieć? To miała być niespodzianka- odpowiedział stając koło Lux.
      Ashe patrzyła na Lux, Lux na Ahri a Ahri na Felicję. Wszystko to bardzo śmiesznie ale bardzo poważnie wyglądało. Po co Jarvan wezwał tutaj Lux? No cóż gdyby nie ona to by nie było końca tej bitwy. No może kiedyś. Wszyscy byli nią wyczerpani. Każdy przecież walczył z trupek, który wstał z ziemi w zbroi oraz tępym mieczem.
      Jak na Frejlord pogoda była piękna. Niebo bezchmurne, słońce śmieciło a z północy wiał przyjemny lecz mocny wiatr. Lodowa Łuczniczka a także królowa lodowatej krainy stwierdziła, że trzeba wracać już do Ionii. Zabójstwo w Mrocznej Puszczy nie było przecież wyjaśnione. Lisica miała pewne podejrzenia co do tego. Wiedziała już mniej więcej na pięćdziesiąt procent, kto chciał ją wrobić. Wy pewnie też już wiecie no ale chcecie zobaczyć chyba jak to się zakończy.
*
      Matka Felicji, Stephanie, siedziała całą noc na pniaku i płakała. Przestała to robić, kiedy poczuła delikatne promienie słońca na swoich spuchniętych i czerwonym od płaczu policzkach. Założyła medalik od córki na szyję i wyruszyła jej szukać. Wiedziała dokładnie gdzie miała się udać, ale na wszelki wypadek poszła do wróżki.
-Powiedz mi wróżko, gdzie ona jest? Trzymaj! To jest całe dziesięć sztuk złota.
-No dobrze, taka cena mi odpowiada. Zwykle biorę więcej ale Felicja to takie dobre dziecko.
-Ja ją chcę odnaleźć! Wiesz jak czuje się matka kiedy straci swoje jedyne dziecko? Wiem gdzie ona jest, ale chcę wiedzieć gdzie ci ludzie się udają!
-Są w drodze do Iońskich Lasów. Idą do tego ciemnego lasu tutaj. Nazywa się to Mroczna Puszczy.
-No to chyba pora wyruszyć w drogę.
      Kobieta poszła do swojego domu. Znalazła tam bardzo ciekawą rzecz. Na swoim łóżku była żółta kartka. Była zgięta a było na niej napisane: DLA MAMY.
Stephanie otworzyła kartkę i zaczęła czytać.
Kochana Mamusiu!
Tęsknie za Tobą nawet bardzo. Jak wiesz musiałam pójść do tej miłej Pani Pół Dziewczyny.
Bardzo ją polubiłam i chciałam z nią spędzić miło czas, ale zapewne nie jestem tam mile widziana.
Mniejsza o to. Mam tylko siedem lat a, że umiem troszkę pisać to postanowiłam Cię o tym poinformować. Mam nadzieję, że nie widzisz w tym kłopotu.
Twoja córeczka! 
Felicja
P.S Kocham Cię Mamusiu!.
      Jak na siedmiolatkę ten list był napisany bardzo ładnie i starannie. Kobieta uśmiechnęła się i przytuliła do siebie list od córki. Była zaskoczona tym jak nauczyła ją pisać, czytać i nauczyć ponie kąt ortografii. Były tam jeszcze błędy. Stephanie wzięła torbę zrobioną z lnu i spakowała swoje ubrania. Wiedziała już bardzo dokładnie gdzie ma się udać. Miała ogromnie wielką nadzieję, że odnajdzie córkę i podziękuję Ahri, Jarvanowi, Ashe i reszcze za to, że zgodzili się nią zaopiekować nawet o tym nie wiedząc. W sercu miała promyczek nadziei. Była bardzo podniecona.
___________________________________________________
Notka dedykowana trzem osobom.:
Hestia2000- a kto by się tego spodziewał :3.
Myras13- Stały widz (mam nadzieję, że dalej czytasz mojego bloga ^^)
Gexal- Tobie też dedykuję tą notkę :D.

środa, 17 kwietnia 2013

On jednak żyje cz.3 Definitywny koniec.

      Niebo robiło  się coraz bardziej czarne i ciemne. Nie było widać gwiazd, księżyca. Tylko same czarne chmury i błękitne lub żółte błyski burzy były na niebie widoczne. Niezbyt miło to się zapowiadało. Siedmioletnia dziewczyna przytulała Rossalida'e, a ona zaś przykryła usta złożonymi dłońmi. Duch na niebie wydawał się być coraz bliżej a Lisica z odwagą do niego podchodziła. Nie bała się go, ponieważ ona już wcześniej go pokonała. 
-Pokonałam cię raz, pokonam i drugi!- krzyknęła, gdy spojrzała w straszne, czerwony oczy ducha (?).
-Nie byłbym tego taki pewien. Ja wiem, że już mnie pokonałaś. Teraz jestem silniejszy, większy, straszniejszy. Przewracałem się w grobie, żeby ciebie znowu zobaczyć moja droga. Zemsta będzie słodka. Jak trochę jak oczy kota ze Shreka wiesz? 
-Nie boję się ciebie. Ale wiesz, że tu jest Felicja? 
-Naturalnie, że wiem. Ona dołączy do mnie prawa skarbie?
-Tak tato- powiedziała dziewczynka podchodząc do ojca. Wyglądała jak zahipnotyzowana i faktycznie była.
-Felicja! Dlaczego?!
-Już do ciebie więcej nie podejdzie. Córcia to twoje zdaje mi się prawda?
-Tak tatusiu. Mój mieczyk-  mówiła  dziewczynka. Myślała co innego a mówiła to co tu własnie widać. 
      Ahri podeszła jeszcze bardziej do ducha. Ten "zszedł z nieba" i stanął z nią oko w oko. Cała ekipa podeszła do ducha ale Lisica powiedziała im, żeby się wycofali.
-Jesteś pewna? - zapytał Jarvan ze smutkiem w oczach.
-Jestem dużą dziewczynką. Dam sobie radę.
-A jeśli nie?
-To będę gdzieś indziej prawda? Pomyśl logicznie Jarvanie IV- powiedziała uśmiechając się do niego. Książę Demacii odwzajemnił jej uśmiech i podszedł do detektywa. 
-Rose! Jak coś to mi pomóż. 
-Dobrze zrobię co w mojej mocy!
      Ahri uśmiechając się do ducha zapytała się go, jak się nazywa.
-Hank a co?
-Zobacz tam!
-Hę?- i obejrzał się za siebie. Zaczął potem podchodzić to Lisicy zupełnie bezbronnie. Nie wiedział co się dzieje. Postanowił walczyć i zaatakował Lisicę. Ta z raną od miecza na ramieniu wysłała "na zwiady" Zwodniczą Kulę i uzdrowiła swoje ramię. Hank czuł się  coraz bardziej zmęczony. Ahri wysysała powoli z niego całą jego esencję. Kiedy był na niebie był duchem, a teraz jest znowu człowiekiem.  
      Koło Lisicy pokazały się trzy ognie esencji i pomknęły w stronę przeciwnika. Mężczyzna wziął miecz w dłoń i zadecydował, że teraz będzie jego ruch. uderzył nią kilka razy tępym mieczem a ona upadła. Podbiegła do niej Rose i uzdrowiła ją, tak jak to było w tedy, kiedy walczyła z nim po raz pierwszy. Ahri powtórzyła swoje zabójcze kombo. Na koniec pomknęła Widmową Szarżą do przodu zadając bardzo poważne obrażenia. Ale on nie upadła tak jak w tedy. Wstał i był rozwścieczony. Podszedł to lisicy i zapytał się jej:
- Nie pokonasz mnie tym razem. 
      Nagle niebo zrobiło się błękitne. Nikt nie wiedział co się dzieje. Najpierw w mgnieniu oka stała się straszna, przerażająca wręcz ciemność  teraz piękne błękitne niebo. Było bezchmurne a na samym jego szycie była piękna,  żółto- pomarańczowa gwiazda. Wyglądała jak żółtko od  jajka lub jak środek od stokrotki. Wszyscy obejrzeli się za siebie a tam była widoczna drobna kobietka. Była blondynką o niebieskich oczach. Zdjęła płaszcz i celując w Hanka zawołała głośno: DEMACJA.
Mężczyzna upadł na ziemię i próbował wstać ostatkiem swoich sił. Ahri posłała Zwodniczą Kulę i mężczyzna już nie żył. Mała dziewczyna podeszła do Ahri a Ahri wcześniej podeszła do blondynki, która sprawiła, że stało się na niebie jasno. 
-Lux? -zapytał się jej Jarvan.
-Tak.

piątek, 12 kwietnia 2013

On jednak żyje cz.2

Notka dedykowana pierwszym trzem osobą, które "wejdą w tę notką :)"
Domyślam się kto wejdzie pierwszy ;)
___________________________________________________________
      Następnego dnia o szóstej rano wszyscy już byli na nogach. Oprócz Ahri i małej dziewczynki. Nie spały całą noc i rozmawiały o całej sprawie. Jaką tajemnicę skrywa dziewczynka? To pytanie dręczyło nie tylko Lisicę ale też Jarvana. "Nie dość, że mam tyle kłopotów to jeszcze ten tajemniczy "on". Ale o kogo jej chodzi?"
-Felicjo! Powiesz mi, co to za mężczyzna?
-Ty go zabiłaś. Na moich oczach.
-Czyli...
-Mój tata.
-O mój boże. Czemu od razu nie mówiłaś, że to twój ojciec?
-No bo ja się wstydziłam. Mój tata zrobił tyle złego mnie, mojej mamie i całej wiosce- powiedziała dziewczynka a łzy leciały jej z jej zaczerwienionych wciąż oczu.- Ja go słyszałam jak spałam przedwczoraj. Ja go słyszałam. I nie podobało mi się to wiesz? Ty jesteś miła i wiem, że mi pomożesz, więc do ciebie przyszłam. Nie podoba wam się to, że tu przyszłam?- zapytała się dziewczynka.
-Nie przeszkadzasz a nawet wręcz przeciwnie. Ja się cieszę, że tu jesteś. Ale musisz mi wszystko powiedzieć. Co mówił ci twój ojciec.
-Mówił mi we śnie, że jestem już bezpieczna i on mnie zabierze stąd do lepszego miejsca. Nie będzie mnie tu na tym świecie. Tak mi on powiedział. A ja się boję!
-Jestem z tobą. Nie musisz się bać- powiedziała Ahri i przytuliła siedmiolatkę.
*
      Matka Felicji siedziała w tym samym miejscu, gdy rozmawiała z córką. Okolica była raczej dość ponura.  Przychodziły tam najczęściej osoby, które chcą pokrzyczeć z wściekłości, popłakać i inne tego typu sprawy. Nikt nie przychodził w to miejsce aby cieszyć się dniem, sukcesem itd. Plemię to miejsce nazywało "Kątem Smutku". Mieli też inne podobne miejsca ale o tym nie będę mówić.
      Szczupła kobieta wyjęła z kieszeni drewniany naszyjnik. Odgarnęła rude włosy i zaczęła płakać. Na drewnianym medaliku widniał napis "Felicja, twoja córeczka". Otworzyła okrągły medalik a tam znajdował się obrazek z rudowłosą, uśmiechniętą kobietą.
      Do kobiety podszedł mały chłopiec.
-Co pani tu robi? Gdzie jest Felicja?- zapytał zaciekawiony.
-Myślę, a Felicja jest teraz gdzieś indziej- odparła ocierając łzy tak, żeby chłopczyk tego nie widział.
-Dlaczego pani płacze pani Stephanie?
-Nie ważne. Zmykaj do innych dzieci co?- zapytała z uśmiechem na twarzy. Matka Felicji lubiła tego chłopca ale nie chciała teraz jego towarzystwa.
*
      Wieczorem wszyscy (łącznie z dziewczynką) byli już daleko od domu niedźwiedzia Rodneya. Jarvan podszedł do Ahri. 
-Dlaczego ta mała jest tu z nami?  Jeszcze jej się coś stanie. 
-Tak gdzie by była teraz też by się jej coś stało.
-Co ty wygadujesz?
-Mówię ci jak jest.
-No ale wytłumacz mi to może?- zapytał się Lisicy coraz bardziej zły Jarvan IV.
-Gdzie ty byłeś, kiedy o tym rozmawialiśmy? Wszyscy rozmawiali z Felicją a ty?- powiedziała z głosem nie miłym jak kiedyś, ale głosem wściekłym. Książę bardzo ją zdenerwował.
-To nie jest moja sprawa.
-Nie twoja? Jakim ty jesteś księciem Jarvanie? Ja zabijałam a pomagam nie widzisz? A ty chyba w ogóle nie pomagasz. Ty nie masz sumienia czy jak?
 -Ty mnie nie znasz!
-A ty mnie niby znasz?
Jarvan zaniemówił.
-No właśnie.
      Nagle granatowe niebo ogarnęła ciemność. Nie taka jak w nocy, ale jeszcze gorsza. Rozpętała się burza w mgnieniu oka. Niektóre drzewa zaczęły się palić a na niebie pokazał się mężczyzna z mieczem oraz z  czerwonymi oczami. 
-Dzień dobry- powiedział.- Wróciłem.
I zaśmiał się szyderczo. 

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

On jednak żyje cz.1

      -Co ty tu robisz?- zapytała się Lisica patrząc ze zdziwieniem na małą blondynkę, która patrzyła na nią z uśmiechem na twarzy. Jej uśmiech znikł, gdy zaczęła coś mamrotać pod nosem.
-Wrócił- powiedziała w końcu dziewczynka głośno i wyraźnie.
-Kto wrócił?
-On- oznajmiła dziewczynka a jedna łza spłynęła jej po policzku. Za tą łzą popłynęła kolejna i jeszcze kilka kropel.
-Co za on?- zapytał się zdziwiony Jarvan zajadając gulasz z kaszą (zresztą tak jak inni).
-Felicjo usiądź, przyniosę ci herbaty dobrze? I Rose. Nałuż jej trochę naszej kolacji. Zapewne jest głodna prawda? Powiesz nam wszystko na spokojnie.
-Tak- powiedziała dziewczynka. Oczy miała zaczerwienione od płaczu.
      Lisica zeszła na dół przygotować herbatę. Spotkała po drodze Rodneya i zapytała się czy może wziąść troszkę herbaty. Oczywiście jej pozwolił, więc nalała wody do czajnika.
      Pięć minut później wyszła na górę  po brukowych, szarych schodkach. Podała Felicji herbatę.
-No więc- zaczęła dziewczynka.- Może zacznę od początku.
*
-Gdzie ona jest?!- zakrzyknął ktoś głosem bardzo wściekłym oraz ze złością w czerwonych oczach.
-Kto tu jest?- zapytała się wystraszona kobieta.
-Zapomniałaś już o mnie?
-Czy to...
-Tak Stephanie. To ja. Twój zmarły mąż.
-Ale jak to! Ty nie żyjesz! Co to ma znaczyć.
-Wstałem po to aby się zemścić. Na niej.
-Co? Na kim?- zapytała kobieta nazwana przez (jak na to wychodzi) ducha Stephanie.
-Ja tego tak nie zostawię. Ale skąd ja się tu wziąłem kochanie? Dowiesz się później. Ja chcę zabrać stąd ją przebyłem się zemścić na Lisicy.
-Ona ma przecież jeszcze inne  kłopoty!
-No cóż. Będzie miała większe moja droga.
      Nagle postać zniknęła. Kobieta nie mogła się nadziwić temu widokowi. Stała jak słup solo i patrzyła się w miejsce, w którym widziała swojego zmarłego męża. W końcu Stephanie usiadła i rozmyślała.
"Ciekawe co on miał na myśli. Gdzie jest Felicja? Zniknęła dwie godziny temu. Mam nadzieję, że  jest w bezpiecznym miejscu. Oby..."
___________________________________________
Wiem notka krótka ale to dopiero pierwsza część :).

czwartek, 4 kwietnia 2013

Cisza przed burzą.

      Felicja nie mogła spać. Chociaż była przyzwyczajona do zimna i lodu nie mogła znieść jak zimno ją ogarnia. Siedziała na pniaku przykryta kocem. Jej matka widząc to podeszła do niej widząc ją zmarzniętą i zapłakaną.
-Co się dzieje Felicjo?- zapytała się zmartwiona matka przytulając córkę.
-Mam dwa powody do smutku- oznajmiła siedmiolatka.
-Powiesz mi chociaż jeden?
-Nie. Ja tobie mamusiu powiem wszystkie moje powodu do smutku.
-Słucham cię.
-Pierwszy jest taki. Źle się czuję i jest mi zimno, a drugi to taki, że tęsknię za tą panią, która mnie uratowała abym ja nie musiała już walczyć. Ja chcę do niej iść!
-Ale gdzie my ją córeczko znajdziemy?- zapytała się jej matka. Była oszołomiona tym co usłyszała od jej własnej, siedmioletniej córki.
-Gdzieś na pewno- odpowiedziała Felicja zamykając swoje fioletowe oraz błyszczące oczy.
 *
      Ahri, Ashe, Jarvan i reszta zatrzymali się na noc u niedźwiedzia Rodneya.
-Sterczące włosy hę?- zapytał się rozbawiony Volibeara.
-Dajcie mi święty spokój! Co ja mogę powiedzieć innego?- rozzłościł się miś i uderzył Rodneya.
-Nie przeginaj dobrze?
-Przepraszam ciebie mój przyjacielu.
-Już dobrze! Czujcie się u mnie jak w domu- uśmiechnął się i poszedł w głąb jaskini z Ashe i Volibearem.
-Czekajcie!- zawołała ich Ahri.- pójdę z wami dobrze?
-Dobrze! Musimy iść po kolację. Jestem głodna. No na pewno nie tylko ja mam rację Jarvanie?- powiedziała Ashe.
-Czemu ja? 
-Bo z ciebie największy głodomor- powiedziała Ashe śmiejąc się.
-Nie prawda!- zaprzeczył książę.
-Jesteś pewien? Bo ty niosłeś zapasy a została ich tylko połowa.
-To nie ja!
-Jasne, jasne. Chodźmy. Zjemy sobie hmm... może gulasz?
-Dobrze królowo- odpowiedział Jarvan wiedząc, że łuczniczka nie lubi jak się ją tak nazywa.
-Jarvnie IV, książę Demacji nie przeginaj.
-I kto to mówi?
-Królowa Frejlordu.
-Dobrze skończmy już z tym.
-Popieram twoje zdanie Jarvanie- odpowiedziała Ashe z uśmiechem na ustach.
      Zeszli na dół po brukowych schodach do kuchni Rodneya. Wstąpili przy okazji do piwnicy po brakujące składniki do ich kolacji. Nikt nic nie jadł od śniadania. Wszystkim kiszki marsza grały. Dużo sporów było przy gotowaniu tej kolacji, gdyż każdy miał inny przepis na gulasz. Dziwne. W końcu Ahri wstała z krzesła i powiedziała, że wie jak rozstrzygnąć ich spór.
-Ehh... Zróbmy tak zwany "Gulasz Iońskiego Lasu". Wymyślił ten przepis mój przyjaciel. Kir! Chodź no tu! Pomożesz mi!- Gdy tylko głos Lisicy dotarł do wróbelka przybył w ułamku sekundy. Pomógł jej zrobić gulasz a Ashe ugotowała kaszę.
      Nagle Ahri usłyszała głos Rose. Rossalida ją wołała.
-Ahri! Chodź tu ktoś do ciebie przyszedł!
-Idę!
      Pięć minut później Lisica znalazła się na górze z garnkiem gulaszu w rękach. Prawie go upuściła , gdy zobaczyła kto stanął z nią twarzą w twarz.
-Felicja?- wydusiła z siebie Lisica widząc siedmioletnią dziewczynkę z fioletowymi oczami i ... bez zbroi, w której ją zapamiętała. Drobna blondyneczka tylko na nią spojrzała i uśmiechnęła się.
_____________________________________________________________
Notka dedykowana wszystkim czytelnikom (oprócz Hestii :D) 
     

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Pomoc Ashe

      -Dzień dobry- powiedziała w końcu Ahri.- Co ja tu robię?
-A raczej co my tu wszyscy robimy?- zapytała się Rossalida.
-Specialnie tu was zabrałam- oznajmiła Ashe i brała ostatni łyczek herbaty owocowej.- Musimy coś z tym przecież zrobić. To nie może tak być.
-Czy masz na myśli...
-Tak mam na myśli zabójstwo Lisico.
-Czyli nam pomożesz?
-Tak- odparła Łuczniczka.- Obiecuję wam, że dociągnę tę sprawę do końca. Volibear'ze! Ta kobieta miała sterczące włosy? Nic innego nie mogłeś powiedzieć?- uśmiechnęła się i za chichotała.
-No co? Co ja mogłem więcej powiedzieć o kobiecie, która wyglądała jak cień, zresztą ten mężczyzna też?- odpowiedział na to biały niedźwiedź biorąc wielki łyk mleka z miodem pszczelim.
-No nie wiem Zwracam honor.
-Dziękuję królowo.
-Tylko nie królowo proszę.
-Dobrze Ashe.
      Brygada, Ashe oraz Volibear rozmawiali jeszcze długo na ten temat. Arian Steevart (jak to detektyw) spisywał wszystkie najbardziej istotne dane. Chciał zobaczyć jak ta sprawa się zakończy. Kobieta i jej "sterczące włosy"? Wiele kobiet w Ionii ma właśnie włosy sterczące ale po co, któraś z nich, miałaby wrobić Ahri? Może za to, że ona zabiła krewnych? Wszyscy rozmyślali o tym dość intensywnie. Łuczniczka po głębokim (nawet aż za bardzo głębokim) namyśle wstała, uśmiechnęła się uradowana i powiedziała zadowolona.
-Moi drodzy- zaczęła.- Mam pewien pomysł.
-Jaki?- zapytała zaciekawiona blondynka. Oczy jej zabłyszczały .
-No właśnie jest taka sprawa.
-Czyli? Wydusisz to z siebie?
-Grzeczniej proszę jesteście u mnie.
-Przepraszam.
-Nic się nie stało. A więc. Musimy wracać drogą powrotną, czyli wracamy tak, gdzie się wszystko zaczęło.
-Do...
-Ionii. Tak, tak. Ja pójdę z wami. Obiecałam przecież, że wam pomogę prawda?
-Tak- odpowiedziała Rossalida.
-Wyruszamy za dwadzieścia pięć minut.
-Ashe!- powiedziała Ahri.
-Tak?
-Dziękują za pomoc.
      Szli długo. Już robił się zmrok i pierwsza gwiazda rozbłysnęła na niebie. Na czele szły Ahri oraz Ashe. Rozmawiały o tej sprawie a cała reszta się im przysłuchiwała.