środa, 27 marca 2013

Pierwszy ślad.

      Ashe patrzyła na Ahri, a ona na nią. Po kilku minutach niezręcznego milczenia łuczniczka zapytała się.
-No? Odpowiecie czy nie?
-Ja powiem-odparła Ahri.- Plemię to nas zaatakowało. Podobno już od dawna lud Fedie prowadzi bitwę z Ionią.
-Ale po co weszliście im w drogę? A wy dlaczego chcieliście ich zabić?
-My się wytłumaczymy później. Weszli na nasze tereny! Trzeba mieć przecież pozwolenie!- powiedziała ze złością ostatnia szamanka, która została.
-Szz!
-No więc- zaczęła Lisica.- jest taka sprawa ale to dość długie do załatwienia.
-Hmm... Z chęcią wysłucham tej opowieści- uśmiechnęła się Ashe.
      Ahri opowiedziała Łuczniczce całą opowieść. Powiedziała ze szczegółami co się stało. Dziewczyna wstała i powiedziała do jednego z ludzi.
-Zawołaj strażnika!
     Po chwili z nocnej mgły wyłonił się biały niedźwiedź w zbroi. Wyglądał dumnie. Miała skupioną twarz. Podszedł do Lisicy z zamkniętymi oczami. Ryknął i powiedział jej.
-Co ode mnie chcesz, żeś przybyła tu aż z iońskiego lasu?
-Ja mam do ciebie pewną sprawę.
-Słucham?
-Byłeś niedawno u swojego brata Billego?
-Tak a po co?
-On mi mówił, że widziałeś dwie postacie.
-Tak widziałem i co z tego?
-Kto to był?- zapytała się Lisica z blaskiem w oczach.
-Więc widziałem tam sylwetkę kobiety i jakiegoś pana.
-Jakiej... Kobiety?
-No takiej. Miała takie sterczące włosy. Co ja mogę więcej powiedzieć o niej? Przecież było ciemno. Wydziałem jak go drapła, a on spadł na ziemię i już nie żył.
-Sterczące włosy? Wiele jest kobiet, u nas w Ionii, którym sterczą włosy. No... wiecie o co chodzi- powiedział Jarvan IV.
-Musimy się tego dowiedzieć!- powiedziała zniecierpliwiona Ahri.
      Następnego dnia kiedy Ahri się obudziła, znalazła się w pięknej i przytulnej komnacie. Rose, Jarvan oraz Arian także znaleźli się w jakiś pokojach. Lisica wstała i zeszła na dół. Zobaczyła tam Ashe, która powiedziała jej radośnie "Dzień dobry!"

poniedziałek, 25 marca 2013

Sorry :D

Więc tak... Hestia2000 (Imię: Beata) Powiedziała mi, że ee... no.. ee, że ten no... Ionia i ten no tak dalej inne miasta-państwa czy tam państwa miasta to są wyspy :D. A ja nie wiedziałam bo mi się na mapę nie chciało zobaczyć. No ale trudno. Więc to chciałam wam powiedzieć. Sorry :D

Pozdro dla czytelników!
Ewa.

środa, 20 marca 2013

Zabójstwo bez poczucia winy i pewien gość.

      Hmmm... Więc tak. Cztery osoba kontra całe plemię, które liczy ponad sto osób? Bardzo ciekawie. Bardzo ciekawie.
      Ahri przygotowała już się do bitwy. Jarvan IV, pan Arian oraz Rossalinda tak samo. Pomimo tego, że Rose była tylko blondynką, była wspaniałym magiem. He-he ujawniła swoją tajemniczość, która tak zafascynowała członków tej jakże Brygady. Wróbel już szykował swoje malutkie skrzydełka do ataku. Ciekawe jak to z tym wyjdzie?
      Lisica wypuściła swoją potężną Zwodniczą Kulę, ale tak, że nie tknęła ona nawet małej i tajemniczej dziewczynki. Jarvan zaryzykował i już rzucił swym oszczepem, przybliżył się do plemienia i głośno zawołał "DEMACIAA". Brunetka wykorzystując panującą tam sytuację posłała całusa w stronę mężczyzny, który stał na przeciw jej. Jak się okazało był to przywódca plemienia Fedie (nie Hestiem nie Feeduj) i miał na swoim celu zabicie Lisicy. Ale co ona mu zrobiła? Zabić Jarvana, detektywa, ją samą i niewinną blondynkę. Dziewczyna wypuściła trzy kule esencji, które tknęły, że tak powiem króla tego plemienia i jeszcze innych ludzi. Za każdym razem okrążając go wypuszczała małe "płomyczki esencji".
      Walka pomiędzy nimi była zacięta. Ale jak radziła sobie panna Rose? Hmm... Miała na celu pewną kobietę (szamanki). Byłą dla niej godną przeciwniczką. Obie walczyły bardzo dobrze. Panna Rose chowała swoją różdżkę w... swoim bucie. Oczywiście przygotowała się na wyprawę do krainy, gdzie panuje wieczna zima.
      Kiedy szamanka upadła na ziemię blondynka podeszła do Lisicy. Ahri była mocno wyczerpana. Rossalinda wyjęła obie ręce i powiedziała.
-Niech moc tej ziemi uzdrowi tę dziewczyną.
-Dziękuję. Błagam cię. Bądź w pogotowi na wszelki wypadek.- powiedziała z uśmiechem Ahri.
-Zgoda, przyjaciółko.- odparła przyjaźnie panna.
-On już jest mocno wykończony i wiem, że zaraz upadnie.
-Chcesz go zabić?
-A mam inne wyjście? Jeszcze raz go trafię Zwodniczą Kulą i wyssę z niego esencję.
-Niech i tak będzie.
       Momentalnie oczy Ahri zmieniły swój kolor. Stały się żółte, pełne zapału i słodyczy. Dziewczyna wstała i podeszła do wodza. Mężczyzna w ciągu dwóch sekund upadł na ziemię nieprzytomny. Ahri zamknęła oczy i uśmiechnęła się. Kiedy je otwarła stanęły się błękitne i wiedziała, że musiała tym razem zabić bez poczucia winy. W tym momencie podeszła do niej mała dziewczynka. Fioletowe oczy skrywały pewną tajemnicą. Dziecko powiedziało do niej.
-Zabiłaś go tak? Powiedz, że tak.
-Ja... Tak zabiłam go.
-Dziękuję- powiedziała dziewczynka przytulając się do Lisicy.- No bo on mi kazał walczyć. Musiałam zabijać takie małe i duże zwierzątka. A ja płakałam kiedy je widziałam.
-Już spokojnie nic już więcej nie będziesz musiała zabijać. - uśmiechnęła się Ahri/
-Super!- wykrzyczała dziewczynka.
-Jak masz na imię?
-Felicja.
-Felicja. Piękne imię. Ja jestem Ahri. Miło mi.
      I nagle koło Lisicy przeleciała strzała. Brunetce stanęły uczy jak u wilka kiedy nasłuchuje, a jej oczy zrobiły się ponownie żółte, ale tym razem z przerażenia. Wstała i obróciła się. Wszyscy byli zaskoczeni. Patrzyli na postać w kapturze i i łukiem w ręku z przygotowaną do strzału strzałą.
-Co się tu dzieje?- powiedziała kobieta zdejmując kaptur. To co zobaczyli ich zaszokowało. Nie możliwe było, żeby ta błękitnooka kobieta przybyła tu aż z zamku.
-Przecież ty jesteś...- powiedziała Ahri.
-Ashe?
-...Ashe! Ale...
-Spokojnie nic się nie dzieje. No prawie, bo widzę przed sobą trupy.
-My to wyjaśnimy.
-No ja myślę.- powiedziała Lodowa Łuczniczka.
Plemię Fedie oraz Ahri, Jarvan, Arian, i pani Handerson patrzyli na nią i nie wiedzieli co mają powiedzieć.
-No? Doczekam się w końcu?

poniedziałek, 18 marca 2013

Początek.

      -Dlaczego chciałeś nas skrzywdzić?- zapytała się Ahri oczami pełnymi blasku.
-A dlaczego wkradliście się do mojego mieszkania?
-Pierwsza spytałam, ale w tej grocie chcieliśmy odpocząć. Zimno jest na dworze.
-Aha no dobrze to was przepraszam, ale chciałem wypędzić nieznajomych bo ja was nie znam. Nie znałem, więc was przepraszam.
-No dobrze już.- odpowiedziała mu Lisica.
-Czyli szukacie Volibeara? Widziałem go niedaleko stąd. Po co go szukacie?- zapytał bardzo zaciekawiony niedźwiedź Rodney
-No bo... Ja... No bo wszyscy myślą, że ja zabiłam takiego pana i przy okazji męża panny Rose.
-Za-biłaś?
-Nie!- opowiedziała rozwścieczona Ahri.
-Zbieramy się!- oznajmił nagle Jarvan.
-Co?!
-To. Musimy iść. Na prawdę.
Oburzona Ahri oraz Rossalinda była zrozpaczone. Jarvan oraz Arian wyszli przednimi, a one dogoniły ich zostały w jaskini jeszcze pięć minut i wyszły smutne, że muszą już iść.
     Gdy tak szli i szli nagle Lisica stanęła przerażona. Podeszła na wpół-sparaliżowana do Jarvana i powiedziała coś do niego. Nie mógł nic zrozumieć. Ahri mówiła za szybko. W końcu dziewczyna powiedziała.
-Oni tu są!
-Kto?
-Oni!
-No jacy oni?
-Oni!- Ahri wzięła oddech.- Jakaś armia. Słyszałam jak oni planują. Mówią Lisica, Książe, żona, detektyw, Volibear, śmierć kiedy się zatrzymają. To... straszne!
-O nie. Ja chyba wiem kto to jest.- powiedział Steevart.- To jedno z plemion Frejlordu. Występują te plemienia właśnie na tych ziemiach. Nie na całym Frejlordzie oczywiście. To... Oni... My mamy z nimi małe ale krwawe bitewki. Nazywają się Fedie.
-Ajj...- powiedziały równocześnie dziewczyny.
-No właśnie. Ale o co im chodzi z "kiedy się zatrzymają"? I skąd ty to wszystko wiesz?
-No bo ja... Słyszałam. Mam duże uszy.
-Ale ryku w jaskini już nie słyszałaś.
-No bo ja w takich pomieszczeniach tak mam. A ty myślisz, że skąd ja wiem kiedy do Mrocznej Puszczy wchodzicie wy i wasz lud?
-Nie ważne już, no.
-Oni nas śledzą.
-Skąd to wiesz?
-No bo tak jest jeden z nich. Zaraz, zaraz. O mój Boże święty!
      Nagle z ogołoconego lasu wyszli z krzykiem na naszych bohaterów ludzie plemienia Fedie.  Byli to prawie sami wojownicy. Było wśród nich trzech magów. Dwie kobiety i jeden mężczyzna. Reszta to byli sami mężczyzny i też kilka panien. Nie było to jakiś plemię jak Indianie itd. Było inne.
      Ahri była bardzo zaciekawiona pewną osobą. Mianowicie małą dziewczynką z żelaznym mieczykiem oraz ślicznym kożuszku. To dziecko było takie smutne i nieszczęśliwe. Lisica widziała jak dziewczynka podciąga noskiem i ma łzy w oczach. Też by się rozpłakała gdyby jej kazano uczestniczyć w krwawych rzeźniach. A przecież ona ma jeszcze przed sobą całe życie. Na oko to ona miała gdzieś tak z osiem lat?
     Jakiś pan z mieczem podniósł go do góry i powiedział głośno.
-Niechaj się rozpocznie krwawa rzeź!
"Krwawa rzeź z takim małym dzieckiem?" pomyślała Ahri.
_______________________________________________________
Dedykacja od pani Dominującej o pani która lubi grać supportami. :)

czwartek, 14 marca 2013

Grota i Rodney.

      Lodowata noc zastała naszych bohaterów. Wszyscy trzęśli się z zimna poza Jarvanem IV oraz panem Steevartem. Szli tak i szli i nagle oczy Ahri zrobiły się żółte. Książę w porę to zauważył tak jak cała reszta ferajny.
-Ahri? Dlaczego twoje oczy się zrobiły żółte?- zapytała Rossalinda.
-Z głodu, z zimna...
-Może się gdzieś zatrzymamy? Oo tam jest taka grota. Możemy do niej iść i przetrwać tę noc.
-Dobry pomysł ale co wy na to sądzicie panowie?-zapytała Lisica oczami pełnymi blasku i słodyczy licząc na to, że to może jakoś nakłoni Jarvana oraz pana Ariana.
-Dobrze.- odparł w końcu książę.
      Wszyscy weszli do jaskini. Była nawet ciepła i przytulna, ale pomimo tego i ciepłego ogniska, które ich grzało coś było nie tak.Nikt nic nie podejrzewał poza oczywiście panem Arianem, którego od pewnego czasu nazywali po prostu Detektywem. Poderwał się nagle i krzyknął.
-Słyszeliście to?!- zapytał zdenerwowany.
-Nie, a mieliśmy coś słyszeć?-odpowiedziała i zapytała się panna  Rossalinda zwanej inaczej też Rose.
-No ryki NIEDŹWIEDZIA! One dobiegały tam bardziej z daleka.
-Ale czy ta jaskinia jest tak głęboka?
-Powinna być ale moim zdaniem trzeba to sprawdzić.
-Znowy będziemy chodzić? Dopiero co tu przyszliśmy, żeby ODPOCZĄĆ a nie CHODZIĆ i  WĘDROWAĆ!- zdenerwowała się Ahri.- Ale bardzo proszę panie Detektywie chodźmy i przekonajmy się. Tu nie ma niedźwiedzia.
Nagle zza placów pięknej Lisicy wyłonił się wielki biały misiek polarny. Zaryszał straszliwie i już chciał atakować, kiedy Ahri była pierwsza. Nie wiadomo czemu zaczął podchodzić do dziewczyny całkiem bezbronny. Lisica odwróciła się do pana Ariana z głupkowatym uśmieszkiem i powiedziała.
-Eee zwracam honor. tu jest niedźwiadek polarny.
-Hy-hy a widzisz!
-No już bez przesady on nas tu pozabija.
-Ale nas teraz nie atakuje.
-O kurczę to po nas teraz będzie. Taaa będzie teraz po nas!
-A po co tu przyszliście?!- zapytał nagle głos straszliwy. Ahri podskoczyła ze strachu, zapiszczała a jej oczy zrobiły się ponownie żółte i pełne blasku.
-A kim ty jesteś?
-Jestem jednym ze strażników Frejlordu. Nie idźcie dalej lepiej!
-Aha? A jak ci na imię? Ja jestem Ahri, ten taki żółty to nas książę Jarvasn IV, ten z wąsem to jest pan Arian, a ta blondynka z kapeluszem to jest panna Rossalina zwana inaczej Rose.
-Ja jestem Rodney.
-Interesujące imię. Powiedz mi znasz Volibeara? Takiego niedźwiedzia polarnego z takim ustrojstwem na całym ciele?- zapytała się dziewczyna.
-Hmm... Nie wiem po co wy to macie wiedzieć.- oznajmił Rodney obracając się.
-Znasz?
-Tak znam. Ale po co wy mnie o to pytacie?
-To my tu zadajemy pytania.-odpowiedziała panna Rose.
-To się może zmienić.
-Aha. No to może wiesz gdzie on teraz może być?
-Wyrusza w drogę do królestwa Królowej Ashe. Jest od niedawna jej strażnikiem. To wielki zaszczyt. Jest ich tylko trzech.
-Trzech?
-Tak. Ani więcej ani mniej. Tylko trzech.
-To bardzo ciekawe.- odpowiedziała senna Ahri. Oczy jej stały się niebieskie, błyszczące i pełne słodyczy. Były piękniejsze niż kiedykolwiek. Kir na nią patrzył a potem poleciał do panny Rose. Wszyscy byli senni łącznie z Rodneyem.

poniedziałek, 11 marca 2013

Przyjaciel czy wróg?

      Następnego dnia Ahri, Jarvan IV, Rossalinda Handerson, Wróbelek oraz Ms. Arian Steevart wyruszyli w dalszą drogę aby odnaleźć tak "białego miśka", którym był oczywiście nie kto inny jak tan sławny niedźwiedź Volibear. "Może on mnie uratuje? Wyplącze mnie z tego kłopotu?" pomyślała Lisica o dziewięciu ogonach. Błękitnooka podeszła do panny Rossalindy zwanej inaczej Rose i zapytała się jej:
-Mogę z panią panno Rose troszeczkę porozmawiać?
-No nie wiem... No dobrze a o co mniej więcej chodzi?- zapytała żona pana Handersona.
-O to czy pani mi wybaczyła. To nie ja zabiłam przecież pani męża i o tym doskonale już wiecie.
-No tak ale...
-No bo gdybym go zabiła- przerwała Ahri.- To bym wam chyba nie pomagała w śledztwie tak? To chyba jest logiczne?
-Ale z kąt ja mogę mieć pewność, że ty czegoś przypadkiem nie kręcisz co? No bo ja nie wiem co mam o tym mam myśleć.
-Ja go nie zabiłam.
-Tak?
-Tak!
-Na prawdę nie zabiłaś mojego męża a przyjaciela naszych sąsiadów?
-Tak!
-Za dużo tego słowa.
Tak?
-O o to mi właśnie chodzi nie mów dziewczyno tak dużo słowa "tak".- powiedziała żartobliwie panna Rossalina i uśmiechnęła się w głębi duszy.
-No dobrze ale czy pani...
-Tak przebaczyłam tobie już- wtrąciła się wdowa.
-...a lubi mnie pani?
-A nad tym to muszę się zastanowić bo co do tego to mam przepraszam ale niestety mieszane uczucie. Widome ty mi pomagasz i ta pomoc przeze mnie zostanie doceniona.- rzekła uprzejmie Rossalinda Handerson.- No dobrze kończmy ten dialog nie wypada chyba już dłużej rozmawiać.
-No dobrze?
      Gdy skończyli tę hmm... rozmowę Lisica poczuła pod swoimi stopami ziemię lodowatą. Tam gdzie była było gorąco i szła na bosaka ale teraz wiedziała, że szykuje się coś innego. Ubrała szybko buty kożuszek (tak jak panna Rose) i szła przed siebie. Jarvan IV szedł za śladami niedźwiedzia Volibeara. Chociaż śnieg  padał tam cały czas bez przerwy  to było widać doskonale jego ślady. Miał pewność, że to są właśnie ślady tej wielkiej, białej kupy futra i szedł tak dalej ze wpół-zamkniętymi brązowymi oczami.
__________________________________________
Trochę się spóźniłam ale na kompa nie wchodziłam bo chora jestem i nie miałam jak wejść.

środa, 6 marca 2013

Wyruszamy w drogę wraz z "Brygadą"

    -Jarvanie, Pani Handerson, Arianie Steevardzie mam pewną hmm... propozycję.- oznajmiła Ahri po pewnym czasie zastanowienia się.- musimy wyruszyć do Frejlordu.
-Frejlordu? A po co tam mamy iść?- zapytała zdziwiona kobieta.
-A raczej musimy iść w drogę do tego państwa? Miasta? Za pewnym misiem.
-Misiem?
-Tak ale bardziej to niedźwiadek, i to nie byle jaki niedźwiadek. To Volibear.
-No cóż a powiesz nam PO CO my tam mamy iść?
-On ma pewne informacje na temat śmierci pani męża.
-No dobrze. Jeśli to ma pomóc to jestem za.- to mówiąc panna Rose Handerson wstała z ławeczki, wyprostowała się i patrzyła z podziwem na piękną Lisicę o oczach błękitnych jak niebo lub krystaliczna woda.
      Godzinę później "brygada" spakowała się i wyruszyła w podróż za "misiem". Wszyscy byli głęboko zamyśleni. Po drodze Ahri zaczęła im opowiadać co dowiedziała się od brata Volibeara Billego, który siedział sam w domu.
     Kiedy wyszli z miasta Lisica usłyszała świergotanie małego wróbelka. Obejrzała się za siebie i dostrzegła tak małego ptaszka, który usiadł jej na ramieniu. Był to oczywiście Kir Wróbelek, nowy przyjaciel Ahri, który postanowił ją wspierać.
-Przepraszam! Chciałabym wam kogoś przedstawić.- powiedziała uradowana błękitno oka piękność.
-O co chodzi?- zapytał się jej Jarvan patrząc na jej ramię, na którym znajdował się wróbelek.
-Więc tak, to jest mój przyjaciel Kir. No! Przywitaj się maluszku!
-Nie jestem maluszkiem!- zdenerwował się ptaszek.- Jestem mały i co z tego? No  mniejsza o to wybaczam Ci panienko. Cześć, hej i czołem ludziska!- powiedział żartobliwie Wróbelek.
-Witaj! Miło mi ciebie poznać! Oo jesteś taki słodziutki! No kocham różne małe zwierzątka, więc się nie dziw ze tak akurat zareagowałam.- powiedziała Rossalinda uśmiechając się przy tym serdecznie. Kir już ją polubił. Uwielbiał kiedy mu się prawiło takie komplementy i z ramienia Ahri poleciał na jej ramię. Lisica uśmiechając się szła dalej przed siebie razem z nowymi przyjaciółmi. Ale czy panna Rose miała jeszcze do niej jakiś żal? Tego nie wiadomo no ale błękitnooka musiała z nią porozmawiać o tym. Nie zapomniała co się wydarzyła kiedy ją po raz pierwszy zobaczyła. Żona poety czuła do niej wstręt, obrzydzenie i nienawiść, ale przecież Ona nie zabiła jej męża.
__________________________________________________________
Wiem krótkie ;_; ale następna notka będzie dłuższa i postaram się ją napisać szybko i w sobotę raczej powinna już być.
P.S Piszcie czy wam się podoba ;).

piątek, 1 marca 2013

Zaskakująca wieść.

      Wszyscy poszli do miejsca zbrodni. Żona poety pokazała, gdzie znaleziono ciało jej męża. Ahri nie wiedziała co ma robić. Chciała udowodnić wszystkim, że się mylą. Że to nie ona zabiła człowieka. Już nie chciała zabijać i tego nie roniła. Usiadła na pniaku i zaczęła myśleć. Powiedziała do Jarvana.
-Idę do mojego domu. Muszę coś zobaczyć. Nie byłam tam od wczoraj i chcę widzieć na własne oczy czy moi przyjaciele jeszcze tam są.
-Dobrze więc.
     Lisica pobiegła co sił w swoich nogach. Pobiegła do niedźwiedzia, którego tak skrzywdzono. Mieszkał w  norce bardzo przytulnej. Miał dużo miodu w piwnicy i z chęcią mu dawało satysfakcje, że jest szczęśliwy. Misiek miał na imię Bill. Ucieszył się gdy przyszła do niego Ahri, żeby zobaczyć jak się czuję. Podbiegła do niego. Zapytała się go.
-Jak się czujesz?
-Dobrze. Mam dla ciebie pewną informację. No wiesz.... W sprawie zabójstwa tego człowieka.
-Na prawdę? Powiesz mi?
-Tobie? Nie, nie powiem. Oczywiście, że tak.
-Więc o co chodzi?
-A o to, że mój brat tutaj był i wyruszył do swojego domu wczoraj. Do Frejlordu.
-Frejlordu? A jak się twój brat nazywa.
-Volibear.
-Ach tak Voli... Ale po co mi to mówisz?
-No bo kiedy wyruszał z powrotem do swojej śnieżnej... hmm nory ? Tak nory, no to widział dwóch ludzi. Jeden trzymał nóż w ręku a drugi siedział nieprzytomny koło pnia. Był zakrwawiony. brat wrócił i mi opowiedział co tam się stało, ale nie widział sprawcy ale mi się wydaje, że coś kręci bo zaczynał łapczywie zjadać mój miodek. Zajada tak, gdy się denerwuje.
-Hmm... bardzo to wszytko ciekawe. Może uda nam się go dogonić?
-Uda się. On wyszedł wczoraj i zapewne ma odpoczynki. Ta jego zbroja jest ciężka no ale nic. Powodzenia w szukaniu Pani!
      Ahri czym prędzej pobiegła do Jarvana, Pani Handerson i do Ariana Steevena. Biegła szybko i zanim zdążyła coś z siebie wydusić minęło a ja wiem? Z pięć minut? Mniejsza o to. Podeszła do całej trójki z oczami pełnymi blasku. Wzięła się w garść i powiedziała o całej rozmowie z poturbowanym niedźwiedziem Billem, o Volibearze i o tym, że on  wiedział co się stało w tą katastrofalną noc. Ciekawa jestem bardzo kto mógł to zrobić. Jarvan podszedł do Lisicy i powiedział jej, żeby powiedziała wszystko jeszcze raz. Chciał to wszystko bardzo uważnie rozważyć. Wszyscy zaczęli intensywnie myśleć. Pan Arian był z zawodu detektywem i  bardzo lubił rozwiązywać zagadki. Zwykle rozwiązywał je na własną rękę, ale w tym momencie na pewno potrzebował pomocy. No bo jak? Czy wypada tak oskarżać niewinną pół lisicę a pół piękną i delikatną dziewczynę? Jak dobrze wiemy, Ahri nie chce już zabijać ale chce pomagać zwierzętom. Ale ona wie, że ma ciężko w życiu.
_______________________________________________________________________________
Ten rozdział dedykuję oczywiście:
Hestia2000- Nie dlatego, że żadna z nas nie wygrała zakładu :D. Gdziee tam :)